wtorek, 24 marca 2020
Cyrkowa błazenada
Oglądając TVP w dniu 22.3.20 miałem możliwość zapoznania się z wyjątkowo żenującą dyskusją dziennikarza z zaproszonymi gośćmi z różnych organizacji politycznych. Gdy porównałem tę dyskusję z innymi wypowiedziami medialnych specjalistów, powstało we mnie przekonanie, że prócz panującej w naszym kraju epidemii koronawirusa, rodzi się zupełnie nowe wydarzenie nawet naukowe.
Powitajmy zatem narodziny nowej dyscypliny naukowej, której niniejszym nadaję nazwę Kretynologia.
Z jednej strony mamy zamknięte granice. Decyzja spóźniona, bo należało je zamknąć w dniu wykrycia pierwszego zakażenia. Na skutek tego zaniedbania mieliśmy w kraju 12.3.2020 zakażonych 48 i 1 zgon,
a po 11 dniach tzn. 23.3.2020 zakażonych było 749 osób i 8 zgonów.
(W innych krajach europejskich z tego powodu jest znacznie gorzej)
Przeprowadzono ogólnopolski kurs mycia rąk.
Wydano zakaz zgromadzeń powyżej 50 osób i zalecono dystans 2 m przy dowolnych ludzkich zbliżeniach, np. w sklepach spożywczych, aptekach itp.
Pozamykano działalność restauracji, teatrów i całego szeregu zakładów.
Zawieszono działalność szkół, wyższych uczelni i innych instytucji.
Zaleca się ludności pozostawanie w domu, a osoby podejrzane o zakażenie koronawirusem i opuszczające kwarantannę, podlegają karze 30 000 zł. Poza tym w związku z pandemią podjęto szereg innych działań ograniczających swobody obywatelskie.
Natomiast z drugiej strony, wbrew powyższym działaniom, nakazano w kilku miejscowościach przeprowadzenie wyborów samorządowych. Ponadto rządzący politycy dalej twierdzą, że w istniejących warunkach nie ma żadnych uzasadnionych przesłanek, aby wyznaczone na 10 maja wybory prezydenckie odwoływać. Z tego wynikają dwie sprzeczności. Zakaz opuszczania mieszkań, a jednocześnie nakaz pójścia do urn wyborczych. Wobec tego, gdzie tu jest ochrona narodu przed szalejącą pandemią? Z ochroną narodu, jak widać są duże kłopoty, ale za to mamy w kraju medialny cyrk.
Czesław Suchcicki
niedziela, 5 stycznia 2020
Takie mamy czasy
Prezydent Rosji sugeruje odpowiedzialność Polski, za rozpętanie II Wojny Światowej. Gospodin Putin proszę przestać pleść głupstwa, Pana wtedy jeszcze nie było na świecie, a ja już byłem i doskonale pamiętam, jak się to wszystko wtedy odbywało. Prawdą jest, że Polska upomniała się o sporne terytorium (Zaolzie) w tym czasie, gdy Niemcy dokonały aneksji Czechosłowacji. Było to na pewno ze strony polskiej wielkie świństwo ze względu na zbieżność czasową, ale to nie znaczy, że odbyło się to w porozumieniu z Niemcami. Poza tym było to w roku 1938.
Natomiast 1. września 1939 roku Niemcy napadły na Polskę i zajęły prawie całe terytorium. Osobiście widziałem ich motocyklowy patrol w miasteczku, na którego terenie mieściła się moja szkoła. Potem 17 września weszły wojska rosyjskie, entuzjastycznie witane przez Żydów mieszkańców tego miasteczka. Pamiętam ich spiczaste czapki tzw. budionówki i długie u dołu postrzępione szynele. W tym czasie wojska niemieckie bez żadnego strzału wycofały się na uzgodnione pozycje. Świadczy to o tym, że pomiędzy Moskwą i Berlinem zostało zawarte porozumienie odnośnie podziału Polski. Szkoła, do której uczęszczałem, została obsadzona przez nowych białoruskich nauczycieli władających polskim językiem.
Ten rozbiór Polski trwał do 22 czerwca 1941 roku. Ja w tym dniu z częścią rodziny, znajdowałem się w zamkniętym wagonie pociągu wiozącego nas na Syberię. Pociąg zatrzymał się na stacji kolejowej w Smoleńsku, a obok stał pociąg z wagonami wypełnionymi zbożem wiezionym do Niemiec. Czy to nie był dług wdzięczności za odstąpienie części terytorium Polski? W powietrzu już latały niemieckie samoloty, ale bombardowania nie było, chyba tylko dlatego, że takich pociągów ze zbożem skierowanych dla Niemiec było więcej na tej stacji. O czym to świadczy nie ma potrzeby wyjaśniać, bo to chyba wszystkim jest doskonale zrozumiałe.
Mimo tego, co ja wtedy przeżyłem, nie obwiniam za to całego narodu rosyjskiego, a jedynie ich wodza Stalina, to dlaczego Pan kłamliwie obciąża nas Polaków za coś czemu nie jesteśmy winni? W dodatku trzeba z naciskiem podkreślić, że Pana w tym czasie jeszcze na świecie nie było. Przecież mamy już XXI wiek, jesteśmy już zupełnie nowymi słowiańskimi narodami, więc po co siejemy między sobą nienawiść, która w niczym naszym narodom nie służy, a przynosi tylko same straty nie tylko gospodarcze?
Prezydent USA w kilka dni później oświadcza, że z jego polecenia, na terytorium Iraku został zabity irański generał Sulejmani. Jak może prezydent jednego państwa wysyłać swoich funkcjonariuszy z polecaniem zamordowania generała drugiego państwa na terenie państwa trzeciego? Przecież to jest normalna zbrodnia! Ktoś chyba musi za to odpowiadać!
Czesław Suchcicki
sobota, 31 sierpnia 2019
Czyżby ktoś zwariował?
To już nic innego, jak tylko jeden wielki skandal!
Nasze władze organizują uroczyste obchody rocznicy naszej polskiej klęski wrześniowej będącej początkiem II Wojny Światowej, na którą zaproszono wielu zagranicznych osobistości. Między innymi zaproszono Kanclerz Niemiec i Prezydenta Ukrainy.
Osobiście nie odczuwam nienawiści do całości narodów, które tej wrześniowej klęski były przyczyną, bo wiadomo, że każdy naród ma swoich wynaturzonych zboczeńców i szubrawców, ale żebym miał uroczyście obchodzić rocznicę zdarzenia, w wyniku którego mój ojciec, jako więzień polityczny zginął w niemieckim obozie koncentracyjnym, a ja z pozostałą częścią rodziny byłem zesłany na Syberię, to już mi się w głowie nie mieści. Cały naród polski w wyniku tej wojny wiele stracił i ucierpiał. Polska utraciła 6 milionów swoich obywateli, w tym 200 tysięcy Polaków wymordowały ukraińskie bandy UPA. Czy to ma być powodem, do wielkich uroczystości?
O tym, że będą to uroczystości, bębni się w mediach już od tygodnia, a dzisiaj usłyszałem nawet, że ich ranga nieco się obniży, bo zamiast Prezydenta Trampa w jego zastępstwie przyjedzie vice Prezydent USA.
W czyim interesie i jaki ….. te uroczystości wymyślił? Mam nadzieję, że nasz naród jeszcze całkowicie nie zwariował i tę uroczystość odpowiednio oceni.
Nasze władze organizują uroczyste obchody rocznicy naszej polskiej klęski wrześniowej będącej początkiem II Wojny Światowej, na którą zaproszono wielu zagranicznych osobistości. Między innymi zaproszono Kanclerz Niemiec i Prezydenta Ukrainy.
Osobiście nie odczuwam nienawiści do całości narodów, które tej wrześniowej klęski były przyczyną, bo wiadomo, że każdy naród ma swoich wynaturzonych zboczeńców i szubrawców, ale żebym miał uroczyście obchodzić rocznicę zdarzenia, w wyniku którego mój ojciec, jako więzień polityczny zginął w niemieckim obozie koncentracyjnym, a ja z pozostałą częścią rodziny byłem zesłany na Syberię, to już mi się w głowie nie mieści. Cały naród polski w wyniku tej wojny wiele stracił i ucierpiał. Polska utraciła 6 milionów swoich obywateli, w tym 200 tysięcy Polaków wymordowały ukraińskie bandy UPA. Czy to ma być powodem, do wielkich uroczystości?
O tym, że będą to uroczystości, bębni się w mediach już od tygodnia, a dzisiaj usłyszałem nawet, że ich ranga nieco się obniży, bo zamiast Prezydenta Trampa w jego zastępstwie przyjedzie vice Prezydent USA.
W czyim interesie i jaki ….. te uroczystości wymyślił? Mam nadzieję, że nasz naród jeszcze całkowicie nie zwariował i tę uroczystość odpowiednio oceni.
sobota, 27 lipca 2019
Współczesny patriotyzm
Radio Pogoda podało dnia 8.6.19, że 23,5 tysiąca Polaków mieszkających w Anglii, złożyło wnioski o nadanie im obywatelstwa angielskiego. O czym to świadczy?
Dawno temu, bo jeszcze w ubiegłym wieku, znajomy Żyd powiedział: „Ojczyzna jest tam, czyj chleb się je”. Dlatego nie ma się czemu dziwić, że taka sytuacja u nas w Polsce powstała. Poza tym jest to również niewątpliwy skutek współczesnego wychowania naszej młodzieży przez rodziców i szkołę oraz wpływ sytuacji w kraju tworzonej przez naszych polityków piastujących najwyższe stanowiska w organach władzy naszego państwa.
Przykład idzie z góry. Nasi wielcy dygnitarze mówiąc o obywatelach naszego kraju w czasie swoich wystąpień nie używają takich określeń, jak nasz naród, nasi obywatele, nasze społeczeństwo lub nasi wyborcy, a tylko takich określeń, jak Polacy od nas oczekują, myśmy Polakom obiecywali, my z Polakami rozmawiamy na spotkaniach itp. To jest tak jakby oni nie czuli się takimi samymi Polakami wybranymi przez naród do zajmowania określonych stanowisk, tylko byli jakąś wyższą kastą rządzącą naszym narodem i traktują nas, jak rzeszę swoich poddanych.
Dowodem na to jest choćby fakt, że zagranicznym przedsiębiorcom organizującym w Polsce swój biznes, gwarantują 20 letnie zwolnienie od podatków, natomiast Polak chcący w swoim kraju zorganizować jakąś wytwórczość nie może liczyć na takie ulgi, a przeciwnie, nie mając jeszcze żadnego przychodu, musi już płacić wysokie ubezpieczenie. Poza tym stosunek płacy najniższej do najwyższej zawiera się w granicach 1:40, ale są również granice znacznie wyższe, a o kominach płacowych to nawet nie warto wspominać. Zatem nie ma się czemu dziwić, że w narodzie utrwala się nowy sposób rozumienia patriotyzmu niczym nie przypominającego tamtego znanego nam urodzonym przed Drugą Wojną Światową.
niedziela, 10 lutego 2019
Rozważania okolicznościowe
Bywa wiele różnych okoliczności, jak dzień babci, dzień dziadka, dzień matki, dzień urodzin i wiele innych, aby zacząć intensywniej myśleć na te i zbliżone nie tylko życiowe tematy.
Jest dzień matki 26 maja 2018 roku. W tym dniu rozmyślając nad przeszłością doznałem kolejnego olśnienia. Wcześniej podobnych olśnień miałem już kilka, ale o nieco mniejszym znaczeniu.
Moja mamusia już nie żyje, więc prócz wielu jedynie życzliwych o niej wspomnień, nie mogę dać jej żadnego innego prezentu w tym dniu matki. Za to ona sprawiła mi w tym dniu największy w moim życiu prezent chyba na moją w tym roku 90-tą rocznicę urodzin. Stało się to tak, że rozmyślając o jej życiu, o warunkach w jakich żyła i o wielu innych zagadnieniach dotyczących sensu życia oraz w ogóle o istnieniu naszego świata, doszedłem dzięki temu do wniosku, który uważam za najważniejsze moje odkrycie i to na pewno tylko dzięki tym rozmyślaniom w dniu matki, a ściślej mówiąc – mojej Matki. To stało się tak, jakby ona zza grobu podsuwała mi te myśli, które doprowadziły do takich odkrywczych wniosków.
Wspomniałem już, że wcześniej też miałem olśnienie, w wyniku którego udało mi się znaleźć rozwiązanie trudnej do zrozumienia odpowiedzi na pytanie znajdujące się w katechizmie. „Gdzie jest Bóg?” i stwierdzenie, że „Bóg jest wszędzie, w niebie na ziemi i na każdym innym miejscu”. Wtedy skutkiem moich przemyśleń doszedłem do wniosku, że siedzibą Boga jest jedynie umysł ludzki, bo tylko myśl ludzka może być jednocześnie wszędzie. Zatem i Bóg jest jednocześnie wszędzie tam, gdy człowiek w tym czasie o Bogu myśli.
Wypada nadmienić, że nastąpiło to wtedy w dość dziwnych okolicznościach i w nietypowym miejscu. Późnym wieczorem, byłem z moją suczką Misią na spacerze w parku, gdzie w tym miejscu przed stu laty był cmentarz. Idąc, jak zwykle przemyśliwałem różne zagadnienia. W pewnym momencie Misia idąca przy nodze, nagle zatrzymała się, sierść na niej się zjeżyła, wyszczerzyła zęby i zaczęła warczeć, mimo że nikogo przed nią nie było. Wtedy ogarnął mnie niesamowity strach. W mojej głowie nagle zakotłowały się setki różnych przeważnie strasznych myśli o duchach. Między innymi zacząłem myśleć również o Bogu i nagle stało się coś jeszcze dziwniejszego, bo Misia tak samo nagle przestała warczeć i ruszyła do przodu. Zrozumiałem wtedy, że to, co do mnie docierało w myślach, Misia widziała na jawie, stąd takie było jej zachowanie.
O tym (ale tylko o samym olśnieniu) napisałem w mojej książce pt. „Herezja czy punkt widzenia”. Natomiast wnioski będące wynikiem ostatniego olśnienia, które są bodajże jeszcze większą herezją, ale we wspomnianej książce ich nie będzie, bo tamta książka już wcześniej została wydana drukiem.
Co do ostatniego olśnienia, to jak już wspomniałem, dzięki całemu szeregowi różnych przemyśleń, doszedłem do wydaje mi się wręcz odkrywczego wniosku. Skoro Bóg jest niewidzialnym duchem, a jednocześnie jest wszechmogący, bo stworzył niebo i ziemię oraz może przybierać różne postacie, to jeżeli wcześniej znalazłem Jego siedzibę w ludzkim umyśle, to dlaczegóż bym nie mógł choć odrobinę bliżej tę boskość poznać niezależnie od tego, co na ten temat zawarte jest w Piśmie Świętym. Ponieważ stworzony wszechświat jest materialny, więc na całe zagadnienie, aby móc je lepiej zrozumieć, trzeba chyba spojrzeć zupełnie inaczej.
Z podobnie trudnym zagadnieniem spotykamy się podczas zastanawiania się nad pojęciem, jakim jest energia i próbą zrozumienia tego zjawiska. Dlatego podobnym i dlatego trudnym, bo używając energii wcale jej nie zużywamy i wbrew pozorom też jej nie wytwarzamy, jak się powszechnie mówi, a tylko ją przetwarzamy. Energia jest niezniszczalna, a w czasie jej używania przyjmuje jedynie różną postać zależnie od sytuacji. Energii nie ubywa ani nie przybywa i jest niezniszczalna, to znaczy, że jest wieczna.
Jeżeli te dwa zjawiska, to znaczy Boga i Energię porównamy ze sobą, to zauważymy, że pomiędzy tymi zjawiskami nie ma żadnej różnicy, są one tożsame. Jedyna różnica, jaką można zauważyć, jest taka, że Bóg jest duchem, a energia materią, ale gdy to porównamy z człowiekiem, to ta różnica zupełnie się zaciera. Człowiek też składa się z nieśmiertelnej duszy i ciała, które wprawdzie jest doczesne, ale po śmierci zmienia się tylko jego postać i dalej istnieje, jako energia. Ponieważ człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga, więc są podstawy, aby móc oba zjawiska ze sobą porównywać. Idąc tym tropem dochodzimy do dalszych ciekawych wniosków.
Tak to już jest z tymi myślami i przemyśleniami. W pewnym momencie rozmyślań zaczynamy sięgać tak daleko i tak wysoko, że zaczyna braknąć nam odwagi na ich ostateczne sformułowanie. Tak też jest i w tym przypadku. Dalsze rozwijanie rozpoczętego zagadnienia, jakim jest Bóg i Energia oraz wnioski z tego wynikające, muszę pozostawić chwilowo w zawieszeniu do czasu narodzin myśli bardziej strawnych. Zatem zakończeniem rozmyślań będzie tekst częściowo zastępczy.
Stwórca zanim stworzył najdoskonalszy organizm w postaci człowieka, zaczynał od organizmów najprostszych i stopniowo je doskonaląc doszedł do szczytu doskonałości. Widać to na przykładzie niektórych zwierząt posługujących się przednimi kończynami, choć one nie są tak doskonałe, jak ręce człowieka oraz na przykładzie papug i gwarków mających struny głosowe, dzięki czemu mogą one naśladować mowę ludzką. Z tego wynika dowód, że była to mozolna praca twórcza trwająca nawet miliardy lat, a my obecnie będąc tego trudu spadkobiercami nie tylko go nie doskonalimy, ale swoim być może czasem nieświadomym postępowaniem często nawet uwsteczniamy. Dopuszczamy do głosu ludzi, którzy w żadnym wypadku na to nie zasługują. Oni swoim postępowaniem sprowadzają na ludzkość i całą naszą planetę nieszczęścia, czego dowodem są wojny i inne konflikty światowe, a mogą doprowadzić nawet do najgorszego. Nie zapominajmy, że była już era dinozaurów będąca błędem popełnionym przez Stwórcę, a błędem dlatego, że tak ogromne drapieżniki nie mając żadnego zagrożenia mogły rozmnażać się bez ograniczeń. Był potop, była Sodoma i Gomora oraz wiadomo czym się to wszystko kończyło. Pociechą jest jedynie to, że we wszechświecie jest jeszcze wiele cywilizacji znacznie doskonalszych od naszej i dzieło Stwórcy na pewno całkowicie nie zaginie.
niedziela, 2 grudnia 2018
Kto nami rządzi?
Słowo wstępu
Ten artykuł w swoim czasie był publikowany w Interii 360, (jej już nie ma, zlikwidowana). Ponieważ zbliżają się wybory do Parlamentu UE, a artykuł nic nie stracił na znaczeniu, więc go umieszczam bez zmian w moim blogu.
Nasi politycy w swoich oficjalnych wystąpieniach nie zwracają się do narodu, do społeczeństwa polskiego, tylko do Polaków, jakby sami pochodzili z zaświatów, z innej planety, jakby nie byli obywatelami, tylko właścicielami Polski.
Politycy w większości zachowują się, jak wysłannicy z innej planety pragnący zaopiekować się nami, jakby narodem wybranym, a jednocześnie kłócą się i szarpią nawzajem, jak przy upolowanej zwierzynie.
W ostatnim czasie, a szczególnie przy okazji kampanii przedwyborczej kandydatów do parlamentu UE nasiliły się wśród tych kandydatów prośby skierowane właśnie do Polaków o głosowanie na nich, jako na tych, którzy w UE najlepiej potrafią zadbać o interesy Polaków. Tak, to nie jest żadne przejęzyczenie. Oni nie zwracają się do narodu, do społeczeństwa polskiego, z którego mam nadzieję sami się wywodzą, tylko do Polaków, jakby sami pochodzili z zaświatów, z innej planety, a nie z naszego kraju znad Wisły, jakby nie byli obywatelami naszej wspólnej Polski.
Na każdym kroku w przemówieniach naszych "dostojnych" polityków słyszymy: "my Polakom obiecaliśmy, Polacy od nas oczekują" itp. Tego typu odzywki trwają już od dawna. Politycy wprost prześcigają się w przypominaniu lub raczej w wypominaniu czego to przeciwnicy polityczni Polakom nie obiecywali i z czego dotychczas nie wywiązali się lub jak oni sami poświęcali się kiedy byli u władzy, byleby tylko Polakom dogodzić.
Czyżbym się mylił? Ale wciąż odnoszę wrażenie, że politycy przez cały czas w swoich oficjalnych wystąpieniach w mediach jakby podkreślali, że oni politycy to jedno, a drugie, to ta reszta, czyli Polacy, o których dobro oni gotowi są walczyć.
Niektórzy z nich oficjalnie przyznają się, że są przeciwnikami UE, ale do Unii kandydują tylko dlatego, że chcą walczyć o zwiększenie unijnych miliardów euro dla Polaków. Obiecują zdobycie takich samych dopłat dla rolników, jakie są w starej piętnastce. To jest tak, jakby unijne pieniądze spadały z nieba, jak biblijna manna. Niektórzy nawet twierdzą, że pieniądze unijne wcale nie są unijne tylko nasze polskie składki do budżetu unijnego. Jeżeli to jest prawda, to dlaczego Unia nam je wydziela i dyktuje, jak i komu mają być przydzielane?
Jak poza tym można być jednocześnie przeciwnikiem Unii i pchać się do jej parlamentu? To jest podobnie, jak wrogie sobie państwa, nawzajem umieszczają swoich szpiegów w newralgicznych placówkach u swoich przeciwników, z tą tylko różnicą, że nie robią tego jawnie.
Tacy kandydaci na eurodeputowanych mówią, że nie chcą wspólnej waluty, a chcą pozostać przy naszej krajowej walucie, przy złotówce, bo to gwarantuje nam większą suwerenność. O jakiej suwerenności tu mowa, kiedy polskie banki prawie w całości zostały już sprzedane w obce ręce zagranicznym właścicielom?
Co za hipokryzja! Oni o nic nie będą walczyć, oni sami nie wiedzą czego chcą. W UE widzą jedynie dobrze napełniony żłób dla siebie i wszelkimi sposobami do niego dążą. Gdyby tak nie było, to by nie wypominali, że "czerwona dama", (jak ją nazywają), w ubiegłej kadencji zarobiła w unijnym parlamencie 1400000 euro. Wynika z tego, że oni też do tego dążą i każdemu z nich tylko o to chodzi.
Piszę o tym, bo jestem Polakiem i nie podoba mi się to wszystko. Nie podoba mi się i nie jest to przypadek odosobniony, że z ust prominentnych polityków w czasie oficjalnych wystąpień ciągle słyszymy podobne wypowiedzi, jak na przykład: „Polacy tego od nas oczekują”, „Polacy na nas liczą”, „ nie możemy zawieść Polaków”, itp. Dlaczego nasi politycy nie używają na przykład takich określeń, jak: nasze społeczeństwo, nasi obywatele, nasi wyborcy itd.? Przecież nie wszyscy obywatele III RP są narodowości polskiej i mogą nawet poczuć się, jakby byli dyskryminowani w Polsce, bo politycy nie zwracają się do wszystkich obywateli, tylko do jednej narodowości, do Polaków. Nawet taka wypowiedź w sejmie w 2006 roku jednego z prominentnych polityków, jak „…. dotyczy to Polaków i nas z Platformy Obywatelskiej”, niewątpliwie może przywoływać dwuznaczne skojarzenia. Ale to w zasadzie nic dziwnego, bo czego można oczekiwać od polityka, który na konferencji samorządowej między innymi powiedział z wielkim przekonaniem. „Musimy wygrać walkę o drugą solidarność, walkę o samorządność. Walczcie i wygrywajcie, a ja będę trzymał za was kciuki”.
Powszechnie znane jest u nas powiedzenie, że wiara góry przenosi. Taką chyba nadzieję mieli nasi parlamentarzyści, nasi politycy, gdy zamiast ustanawiać dobre prawo i uchwalać ustawy sprzyjające gospodarczemu rozwojowi kraju, to w czasie długotrwałej suszy w latach ubiegłych, podczas przerwy w obradach zainicjowali w swojej parlamentarnej kaplicy modły o deszcz, na wzór modłów odbywających się w kościołach. Czyżby nasi kandydaci na eurodeputowanych taką tradycję chcieli upowszechnić również w parlamencie unijnym?
Będę nieskromny i odnośnie nadziei podam moją własną definicję. (Nadzieja to niczym nie uzasadniona wiara w spełnienie marzeń, Cz. S.)
Kto opisanych zdarzeń nie pamięta, bo zapomniał, niech sobie przypomni, albo zapyta tych, co pamiętają. Osobiście również nigdy nie zapomnę głupiego hasła "im gorzej, tym lepiej". W jakiej zakutej głowie mogło się coś takiego zrodzić? Przecież taka logika, to absurd, nie do pomyślenia! Ale niestety, to są fakty.
Moje wzburzenie wynika z tego przedwyborczego bajdurzenia, z tego skomlenia o głosowanie na ludzi, którzy na to zupełnie nie zasługują, bo nawet nie potrafią w odpowiedni sposób zwrócić się do obywateli RP, a zwracając się (do Polaków), robią to tak, jakby byli kimś ponad narodem. Robią to tak, jakby to robiły władze postronnych państw, gdyby zwracały się do Polaków mieszkających na ich terytoriach. To właśnie mnie najbardziej oburza. To mi przypomina incydent syberyjski, kiedy głupi przewodniczący kołchozu w czasie żniw próbował mnie upokorzyć wypominając przy tym, że jestem Polakiem.
Wiem, że to moje pisanie niczego nie zmieni, wiem również, że mimo istnienia u nas wolności słowa, żadna redakcja nie zechciałaby tego opublikować na swoich łamach. Jedynie w Interii 360 jest to możliwe. Dlatego tutaj moje wynurzenia umieściłem. Jestem pewien, że artykułu nie przeczytają ci, do których jest skierowany i oni się nie zmienią. Jeżeli zatem nic się nie da zrobić, to niech ten artykuł będzie przynajmniej tym przysłowiowym "karawanowym szczekaniem".
Czesław Suchcicki
środa, 20 czerwca 2018
Co zrobić, żeby nadążyć?
Chodzi o to, że mamy już XXI wiek i ogromny skok w rozwoju ludzkości pod względem nauki i techniki, ale rozwój intelektualny szerokich mas społeczeństwa za tym chyba nie nadąża, bo ponad ćwierć miliarda dzieci na świecie nie uczęszcza do szkoły, a programy szkolne też nie nadążają za tak szybkim rozwojem i stawianymi przed ludzkością nowymi wymaganiami. Jednym słowem programy są przestarzałe i nie przygotowują ucznia do życia w nowych warunkach stwarzanych przez ten światowy postęp. Dowód na to będziemy mieli, gdy poczytamy komentarze napisane przez czytelników artykułów zamieszczanych w internecie. Otóż duża część czytelników nie umie czytać ze zrozumieniem i nie potrafi swoich myśli wyrazić na piśmie w sposób językowo poprawny i zrozumiały dla kogoś, kto te zapisane myśli odczytuje.
To dotyczy nie tylko szerokich mas społecznych, ale nawet ich elit. Oto przykład.
Do Departamentu Podręczników, Programów i Innowacji Ministerstwa Edukacji Narodowej wysłałem (19.03.2018) list następującej treści:
Szanowna Pani Dyrektor!
To, co chcę zaproponować jest swego rodzaju innowacją, dlatego spodziewam się, że trafiłem pod właściwy adres. Wiemy jaka jest u nas sytuacja w zakresie czytelnictwa, czytania ze zrozumieniem, nie mówiąc już o komentarzach pisanych pod artykułami publikowanymi w internecie. To wprost zgroza! Problemy te wynikają w zasadzie z tego, że uczniowie w większości naukę szkolną traktują, jako przymus, a to już jest w naturze ludzkiej, że nie znosi ona przymusu. Wiem coś na ten temat, bo z edukacją w szkolnictwie średnim miałem do czynienia przez 30 lat ubiegłego wieku. Otrzymałem nawet od Ministra nagrodę II stopnia, ale jak na moje 90 lat, to są już dawne dzieje.
W związku z tym chcę zaproponować eksperyment polegający na tym, że uczniowie bez żadnego przymusu, z własnej woli i z chęcią będą szukać informacji, czytać, pisać, konsultować, analizować i doskonalić napisany tekst. Taką propozycją jest tworzenie Księgi Rodu, a pomocą w tym będzie broszurka pt. „Poznaj korzenie swojego rodu”. Osobiście napisałem takie dwie księgi rodów i wiem, jak to bardzo wciąga.
Inicjatywa tego przedsięwzięcia powinna wyjść z Ministerstwa Edukacji, jako propozycja do realizowania w szkołach pod patronatem Komitetów Rodzicielskich w ramach zajęć pozalekcyjnych, ale tylko jako propozycja i tylko dla uczniów zainteresowanych tym problemem. Za ich przykładem pójdzie reszta uczniów. Będzie to wpojony uczniom dyskretny zalążek inicjatywy, która z czasem będzie mogła się rozwijać w szereg następnych inicjatyw w już dorosłym życiu obecnych jeszcze uczniów.
Broszurka w zasadzie powinna być odpłatna, bo trzeba pamiętać, że najbardziej ceni się to, co z wielkim trudem zostaje zdobyte. Uczniowie tworząc Księgę Rodu będą pracować z własnej nie przymuszonej woli, będą się przy tym bawić i jednocześnie w sposób pożyteczny rozładowywać nadmiar swojej energii, a po ukończeniu tworzenia Księgi, będą mogli szczycić się nie tylko swoim osiągnięciem, ale również uznaniem w rodzinie i nie tylko.
Jeżeli będzie zachodziła potrzeba dopingu, to można będzie organizować konkursy międzyklasowe, międzyszkolne, a nawet krajowe, na najlepszy tekst lub najciekawsze opracowanie Księgi Rodu. Jestem przekonany, że już w bliskiej przyszłości, eksperyment ten może przynieść pozytywne rezultaty, jako jeden z wielu możliwych sposobów w zakresie podnoszenia poziomu edukacji naszego narodu. W załączeniu broszurka „Poznaj korzenie swojego rodu”.
Pozostaję w oczekiwaniu na odpowiedź.
Z wyrazami szacunku Czesław Suchcicki
Na powyższy list 16 kwietnia 2018 r. Pismem DPPI-WPPiP.4012.15.2018.BS otrzymałem następującą odpowiedź:
Szanowny Panie,
bardzo dziękuję za przesłaną broszurę „Poznaj korzenie swojego rodu” wraz z propozycją przeprowadzenia zajęć pozalekcyjnych, podczas których uczniowie pracowaliby nad drzewem genealogicznym swojej rodziny. Zaangażowanie, z jakim podchodzi Pan do tematu, świadczy o prawdziwej pasji, z którą realizuje Pan swoje inicjatywy.
Przedstawiona koncepcja przeprowadzenia zajęć pozalekcyjnych podczas których uczniowie byliby zaangażowani w przygotowanie opracowania poświęconego swojej rodzinie jest niewątpliwie bardzo interesująca. Ponieważ - zgodnie z ustawą Karta nauczyciela, nauczyciel w realizacji programu nauczania ma prawo do stosowania takich metod nauczania i wychowania, jakie uważa za najwłaściwsze spośród uznawanych przez współczesne nauki pedagogiczne, oraz do wyboru spośród zatwierdzonych do użytku szkolnego podręczników i innych pomocy naukowych – przesłana do Ministerstwa Edukacji Narodowej propozycja – powinna trafić bezpośrednio do szkół i nauczycieli. Może Pan również wystąpić do organu prowadzącego daną szkołę.
Ministerstwo Edukacji Narodowo nie narzuca nauczycielom tematów projektów, które realizują oni wraz z uczniami zarówno na obowiązkowych, jak również na nieobowiązkowych zajęciach edukacyjnych.
Warto jednak zauważyć, że tematyka zajęć związanych z rodzinną genealogią jest już obecnie bardzo popularna w szkołach. Szkoły chętnie dokumentują na swoich stronach internetowych dzieła swoich uczniów. Dla przykładu informacja ze strony ww Szkoły Podstawowej w Piątnicy.
„Tradycyjnie jak co roku w ramach zajęć z historii uczniowie klasy IV pracowali nad przygotowaniem drzewa genealogicznego własnej rodziny. Z pomocą rodziców i dziadków gromadzili informacje na temat swoich przodków. Zbierali zdjęcia lub malowali portrety członków rodziny. Potem na dużym arkuszu brystolu lub styropianu rysowali drzewo genealogiczne. Gotowe prace prezentowali na lekcji historii. Najciekawsze, najlepiej wykonane drzewa można obejrzeć na wystawie zorganizowanej na szkolnym korytarzu.
Oprócz drzew genealogicznych dzieci tworzyły też własne, baśniowe wersje początków swojej rodziny. Najoryginalniejsze historie rodzinne wraz z rysunkami uczniów można podziwiać na gazetce szkolnej.”
http://spjeziorko42.szkolnastrona.pl/index.php?p=m&idg=zt,127,128
W Internecie można znaleźć bardzo dużo informacji o konkursach plastycznych i fotograficznych poświęconych drzewom genealogicznym.
Z poważaniem
Na powyższe do MEN-u wysłałem 20.4.2018 następujące oświadczenie:
Szanowna Pani!
Dziękuję za odpowiedź na list i za link podany do internetu, choć niezbyt dobrze rozumiem, co chciała Pani przez to powiedzieć.
Moja propozycja nie jest żadną moją "pasją", ani realizacją moich inicjatyw, jest to tylko mój pomysł, a inicjatywa realizacj pomysłu należy do MEN-u i szkół. Poza tym jest to moja troska o przyszłość naszego narodu. Decyzja jest w rękach MEN.
Mamy w kraju coraz więcej "matołów" nie potrafiących czytać ze zrozumieniem i wyrażać swoje myśli w sposób zrozumiały w formie pisanej. Wiadomo, że głupim narodem łatwiej się rządzi, ale przypuszczam, że nie jest zadaniem MEN-u, aby temu sprzyjać.
Rzeczywistość jest taka, że dorosła młodzież ucieka za granicę, a na jej miejsce przybywa nam coraz więcej obcokrajowców i będą chcieli nami rządzić. W mediach już jest to widoczne, jak oni próbują zabezpieczać swoje interesy narodowe. Jednak te informacje medialne też trzeba umieć czytać ze zrozumieniem.
Poza tym moja propozycja nie ma nic wspólnego z Kartą Nauczyciela i realizacją programów szkolnych. Jeżeli natomiast tak wszystko zależy od nauczuciela, to w takim razie po co i komu potrzebny jest MEN? Z jakiej racji ja mam do kogoś występować? To nie ja odpowiadam za edukację młodzieży, a tym samym za edukację narodu.
To, co proponuję nie ma nic wspólnego ze szkolnymi zajęciami pozalekcyjnymi, a powinno być realizowane pod patronatem Komitetów Rodzicielskich przez uczniów w ich domach rodzicielskich przy czynnym udziale rodziców. Powinno, ale nie musi tak być.
Dla ścisłości dodam, że ja proponuję tworzenie Księgi Rodu wg broszurki pt. "Poznaj korzenie swojego rodu", a nie proponuję malowania obrazków z wywieszanymi fotografiami rodzin na genealogicznym drzewie, o czym informuje mnie Pani w swojej odpowiedzi. To są dwa zupełnie różne zagadnienia.
Z poważaniem – Czesław Suchcicki
Na tym nasza korespondencja na zaproponowany przeze mnie temat się zakończyła. Wynika z niej, że czytać ze zrozumieniem nawet w Ministerstwie Edukacji Narodowej nie potrafią, a przedstawiona korespondencja jest niezbitym tego dowodem. Natomiast, co ja o tym wszystkim sądzę, wyraziłem w moim ostatnim wyżej przedstawionym liście wysłanym do MEN, który pozostał bez żadnego echa z tamtej strony.
To dotyczy nie tylko szerokich mas społecznych, ale nawet ich elit. Oto przykład.
Do Departamentu Podręczników, Programów i Innowacji Ministerstwa Edukacji Narodowej wysłałem (19.03.2018) list następującej treści:
Szanowna Pani Dyrektor!
To, co chcę zaproponować jest swego rodzaju innowacją, dlatego spodziewam się, że trafiłem pod właściwy adres. Wiemy jaka jest u nas sytuacja w zakresie czytelnictwa, czytania ze zrozumieniem, nie mówiąc już o komentarzach pisanych pod artykułami publikowanymi w internecie. To wprost zgroza! Problemy te wynikają w zasadzie z tego, że uczniowie w większości naukę szkolną traktują, jako przymus, a to już jest w naturze ludzkiej, że nie znosi ona przymusu. Wiem coś na ten temat, bo z edukacją w szkolnictwie średnim miałem do czynienia przez 30 lat ubiegłego wieku. Otrzymałem nawet od Ministra nagrodę II stopnia, ale jak na moje 90 lat, to są już dawne dzieje.
W związku z tym chcę zaproponować eksperyment polegający na tym, że uczniowie bez żadnego przymusu, z własnej woli i z chęcią będą szukać informacji, czytać, pisać, konsultować, analizować i doskonalić napisany tekst. Taką propozycją jest tworzenie Księgi Rodu, a pomocą w tym będzie broszurka pt. „Poznaj korzenie swojego rodu”. Osobiście napisałem takie dwie księgi rodów i wiem, jak to bardzo wciąga.
Inicjatywa tego przedsięwzięcia powinna wyjść z Ministerstwa Edukacji, jako propozycja do realizowania w szkołach pod patronatem Komitetów Rodzicielskich w ramach zajęć pozalekcyjnych, ale tylko jako propozycja i tylko dla uczniów zainteresowanych tym problemem. Za ich przykładem pójdzie reszta uczniów. Będzie to wpojony uczniom dyskretny zalążek inicjatywy, która z czasem będzie mogła się rozwijać w szereg następnych inicjatyw w już dorosłym życiu obecnych jeszcze uczniów.
Broszurka w zasadzie powinna być odpłatna, bo trzeba pamiętać, że najbardziej ceni się to, co z wielkim trudem zostaje zdobyte. Uczniowie tworząc Księgę Rodu będą pracować z własnej nie przymuszonej woli, będą się przy tym bawić i jednocześnie w sposób pożyteczny rozładowywać nadmiar swojej energii, a po ukończeniu tworzenia Księgi, będą mogli szczycić się nie tylko swoim osiągnięciem, ale również uznaniem w rodzinie i nie tylko.
Jeżeli będzie zachodziła potrzeba dopingu, to można będzie organizować konkursy międzyklasowe, międzyszkolne, a nawet krajowe, na najlepszy tekst lub najciekawsze opracowanie Księgi Rodu. Jestem przekonany, że już w bliskiej przyszłości, eksperyment ten może przynieść pozytywne rezultaty, jako jeden z wielu możliwych sposobów w zakresie podnoszenia poziomu edukacji naszego narodu. W załączeniu broszurka „Poznaj korzenie swojego rodu”.
Pozostaję w oczekiwaniu na odpowiedź.
Z wyrazami szacunku Czesław Suchcicki
Na powyższy list 16 kwietnia 2018 r. Pismem DPPI-WPPiP.4012.15.2018.BS otrzymałem następującą odpowiedź:
Szanowny Panie,
bardzo dziękuję za przesłaną broszurę „Poznaj korzenie swojego rodu” wraz z propozycją przeprowadzenia zajęć pozalekcyjnych, podczas których uczniowie pracowaliby nad drzewem genealogicznym swojej rodziny. Zaangażowanie, z jakim podchodzi Pan do tematu, świadczy o prawdziwej pasji, z którą realizuje Pan swoje inicjatywy.
Przedstawiona koncepcja przeprowadzenia zajęć pozalekcyjnych podczas których uczniowie byliby zaangażowani w przygotowanie opracowania poświęconego swojej rodzinie jest niewątpliwie bardzo interesująca. Ponieważ - zgodnie z ustawą Karta nauczyciela, nauczyciel w realizacji programu nauczania ma prawo do stosowania takich metod nauczania i wychowania, jakie uważa za najwłaściwsze spośród uznawanych przez współczesne nauki pedagogiczne, oraz do wyboru spośród zatwierdzonych do użytku szkolnego podręczników i innych pomocy naukowych – przesłana do Ministerstwa Edukacji Narodowej propozycja – powinna trafić bezpośrednio do szkół i nauczycieli. Może Pan również wystąpić do organu prowadzącego daną szkołę.
Ministerstwo Edukacji Narodowo nie narzuca nauczycielom tematów projektów, które realizują oni wraz z uczniami zarówno na obowiązkowych, jak również na nieobowiązkowych zajęciach edukacyjnych.
Warto jednak zauważyć, że tematyka zajęć związanych z rodzinną genealogią jest już obecnie bardzo popularna w szkołach. Szkoły chętnie dokumentują na swoich stronach internetowych dzieła swoich uczniów. Dla przykładu informacja ze strony ww Szkoły Podstawowej w Piątnicy.
„Tradycyjnie jak co roku w ramach zajęć z historii uczniowie klasy IV pracowali nad przygotowaniem drzewa genealogicznego własnej rodziny. Z pomocą rodziców i dziadków gromadzili informacje na temat swoich przodków. Zbierali zdjęcia lub malowali portrety członków rodziny. Potem na dużym arkuszu brystolu lub styropianu rysowali drzewo genealogiczne. Gotowe prace prezentowali na lekcji historii. Najciekawsze, najlepiej wykonane drzewa można obejrzeć na wystawie zorganizowanej na szkolnym korytarzu.
Oprócz drzew genealogicznych dzieci tworzyły też własne, baśniowe wersje początków swojej rodziny. Najoryginalniejsze historie rodzinne wraz z rysunkami uczniów można podziwiać na gazetce szkolnej.”
http://spjeziorko42.szkolnastrona.pl/index.php?p=m&idg=zt,127,128
W Internecie można znaleźć bardzo dużo informacji o konkursach plastycznych i fotograficznych poświęconych drzewom genealogicznym.
Z poważaniem
Na powyższe do MEN-u wysłałem 20.4.2018 następujące oświadczenie:
Szanowna Pani!
Dziękuję za odpowiedź na list i za link podany do internetu, choć niezbyt dobrze rozumiem, co chciała Pani przez to powiedzieć.
Moja propozycja nie jest żadną moją "pasją", ani realizacją moich inicjatyw, jest to tylko mój pomysł, a inicjatywa realizacj pomysłu należy do MEN-u i szkół. Poza tym jest to moja troska o przyszłość naszego narodu. Decyzja jest w rękach MEN.
Mamy w kraju coraz więcej "matołów" nie potrafiących czytać ze zrozumieniem i wyrażać swoje myśli w sposób zrozumiały w formie pisanej. Wiadomo, że głupim narodem łatwiej się rządzi, ale przypuszczam, że nie jest zadaniem MEN-u, aby temu sprzyjać.
Rzeczywistość jest taka, że dorosła młodzież ucieka za granicę, a na jej miejsce przybywa nam coraz więcej obcokrajowców i będą chcieli nami rządzić. W mediach już jest to widoczne, jak oni próbują zabezpieczać swoje interesy narodowe. Jednak te informacje medialne też trzeba umieć czytać ze zrozumieniem.
Poza tym moja propozycja nie ma nic wspólnego z Kartą Nauczyciela i realizacją programów szkolnych. Jeżeli natomiast tak wszystko zależy od nauczuciela, to w takim razie po co i komu potrzebny jest MEN? Z jakiej racji ja mam do kogoś występować? To nie ja odpowiadam za edukację młodzieży, a tym samym za edukację narodu.
To, co proponuję nie ma nic wspólnego ze szkolnymi zajęciami pozalekcyjnymi, a powinno być realizowane pod patronatem Komitetów Rodzicielskich przez uczniów w ich domach rodzicielskich przy czynnym udziale rodziców. Powinno, ale nie musi tak być.
Dla ścisłości dodam, że ja proponuję tworzenie Księgi Rodu wg broszurki pt. "Poznaj korzenie swojego rodu", a nie proponuję malowania obrazków z wywieszanymi fotografiami rodzin na genealogicznym drzewie, o czym informuje mnie Pani w swojej odpowiedzi. To są dwa zupełnie różne zagadnienia.
Z poważaniem – Czesław Suchcicki
Na tym nasza korespondencja na zaproponowany przeze mnie temat się zakończyła. Wynika z niej, że czytać ze zrozumieniem nawet w Ministerstwie Edukacji Narodowej nie potrafią, a przedstawiona korespondencja jest niezbitym tego dowodem. Natomiast, co ja o tym wszystkim sądzę, wyraziłem w moim ostatnim wyżej przedstawionym liście wysłanym do MEN, który pozostał bez żadnego echa z tamtej strony.
Subskrybuj:
Posty (Atom)