niedziela, 14 sierpnia 2022

Susza 2022

W lipcu 2022 roku utrzymują się w całym kraju wysokie temperatury w granicach nawet powyżej 30 stopni. We Wrocławiu 20 lipca było 37 stopni w dzień, a 20 stopni w nocy, ale w następnym dniu mamy już 38 stopni. Media podają, że wilgotność powietrza mamy taką, jak na Saharze. To było w lipcu, a w sierpniu jest podobnie. Do tego doszły jeszcze dziesiątki ton śniętych ryb w Odrze. Przyczyna na razie nie jest znana. Poniższe dotyczy władców nie tylko naszego kraju. Wydajecie miliardy niezależnie czego, euro czy dolarów na zbrojenia w obawie, że ktoś was zaanektuje i pościna wam te wasze głupie łby. Nie bójcie się, to już nie te czasy dawnych dzikusów i ludożerców. Narody są mniej lub bardziej, ale ucywilizowane. Ostatnio to przecież nie na was, ale wy napadacie na innych. To wy stwarzacie takie sytuacje, którymi usprawiedliwiacie swoje barbarzyńskie postępowanie. Mam na myśli współudział w wojnach prowadzonych w swoim czasie przez Amerykanów, ale nie tylko. Dbacie o stwarzanie wygodnych warunków do przemieszczania waszych tłustych d…k i wypchanych bebechów. Straszycie ludzkość ociepleniem naszej planety i topnieniem lodowców, jakoby miało na to wpływ ogrzewanie mieszkań drewnem lub węglem, a nie uwzględniacie faktu, że to jest nic w porównaniu z tym, ile wydzielają do atmosfery CO2 samoloty, okręty, transport kolejowy i samochodowy oraz setki tysięcy hektarów płonących lasów. Policzcie to dokładnie, a wtedy przekonacie się, co warte jest to wasze bajdurzenie na temat przyczyn ocieplenia. Różnego rodzaju publikatory do znudzenia informują o panujących na całym świecie suszach, burzach gradowych, huraganach i wulkanach. Na Sanie są miejsca, gdzie suchą nogą można przejść na drugą stronę. W innych rzekach jest podobnie. W mediach biadolą, jaki ta susza będzie miała wpływ na urodzajność różnych roślin rolniczych i czym to może grozić w przyszłości i jaki będzie miało wpływ na wyżywienie ludzkości. Lata mijają i ciągle powtarzany jest ten sam bełkot. Ludzkość nękana jest na przemian suszami i powodziami, a wybrańcy ludu nie mogą znaleźć odpowiedniego rozwiązania tego problemu, bo zajęci są uzbrojeniem wojska i budową sobie pałaców przeważnie za granicą. A przecież rozwiązanie tych problemów jest dziecinnie proste. Przede wszystkim trzeba rozpocząć od projektowania i budowy zbiorników małej i dużej retencji, aby z chwilą powstania nadmiaru wody w okresach wiosennych lub dużych opadów burzowych, móc je zapełnić, a przez to uniknąć zniszczeń powodziowych. Następnym zagadnieniem jest zatrzymanie wód odpływających rzekami do morza. A na to jest jedyny prosty sposób. Trzeba masowo nie tylko na dużych rzekach, ale nawet i na małych, budować tamy. Tam, gdzie zajdzie taka potrzeba zastosować obwałowania. Na każdej tamie rzecznej zainstalować odpowiedniej mocy elektrownię. Dzięki temu otrzymamy darmową energię elektryczną, unikniemy zniszczeń powodziowych, przestaniemy się martwić, że zabraknie nam słodkiej wody, unikniemy strat suszowych stosując deszczowanie pól w rolnictwie. Dzięki realizowaniu tych pożytecznych przedsięwzięć nie tylko zlikwiduje się ewentualne bezrobocie, ale również uniknie się wielu strat gospodarczych i polepszy się życie narodu. Poza tym istniejące instalacje przeciwpowodziowe nie są odpowiednio konserwowane lub mają zbyt mały przekrój i nie mogą odprowadzić wody ze zbyt dużych zabetonowanych obszarów, a kto temu winien? Oczywiście winne są odnośne władze zarządzające tym zabetonowanym w miastach terenem. Natomiast zapobieganie powstawaniu pożarów leśnych powinno polegać przede wszystkim na dotkliwym karaniu wszelkiego rodzaju podpalaczy i tych, co nie potrafią bezpiecznie obchodzić się z ogniem. Ostatnio we Francji płoną tysiące hektarów lasów i torfowisk, a w ich gaszeniu uczestniczą nawet strażacy z wielu państw unijnych, między innymi również z Polski. Zrozumiałe jest, że realizacja wspomnianych programów wymaga wielkich nakładów, ale to jest mniej niż straciliśmy już nie będę wymieniał na co, bo to już było wymienione na początku artykułu. Potrzeba nam tylko odpowiednio przygotowanych i oddanych sprawie ludzi piastujących stanowiska w najwyższych władzach państwa oraz likwidacja kominów płacowych. Ludzie na stanowiskach powinni wreszcie odczuć, że płacić się im będzie tak stosunkowo wysokie wynagrodzenie za dobrą pracę, a nie za p……..e w stołki, na których są osadzeni. To, co dzieje się w przyrodzie w ostatnim czasie jest niczym innym, jak tylko ostrzeżeniem, czym w ludzkiej działalności może się skończyć lekceważenie praw przyrody. W wielu przypadkach nagannej ludzkiej działalności jest marnotrawstwo i niewykorzystanie zaistniałych możliwości. Przykładem mogą być popioły wulkaniczne. Jest to bardzo urodzajna gleba, którą wykorzystują tubylcy u podnóża wulkanu w czasie, gdy on jest wygasły, ale tylko do pewnego czasu. Wulkan może wznowić działalność i będzie klops! A przecież można te popioły wywieźć na odległość tam, gdzie ziemia jest jałowa. Wtedy będzie ona nie tylko urodzajna, ale też bezpieczna. W Brazylii na przykład płoną nie tylko lasy, płoną również bardzo trudne do gaszenia torfowiska, bo one płoną nawet pod ziemią. Wielka strata, bo te olbrzymie pokłady torfu powinny być raczej wywiezione w rejony pustynne w celu użyźnienia tych tamtych terenów, a wtedy można będzie je zagospodarować i wykorzystywać rolniczo. A jeszcze nie tak dawno skomlano w mediach, że trzeba ratować Pustynię Błędowską, bo zaczyna zarastać. Mędrcy z UE dali się nabrać i wyłożyli pieniądze na ten ratunek. O czym to świadczy? Jedynie o tym, że głupota ludzka nie zna granic! To wszystko, co napisałem, nie tylko jest możliwe do zrobienia, ale nawet konieczne jeżeli chcemy zapobiec temu, co w niedalekiej przyszłości może nas spotkać. Tymczasem narody różnymi sposobami są ogłupiane do tego stopnia, że przestają samodzielnie myśleć. Bez żadnego oporu przyjmują to, co jest głoszone przez sprzedajne media, a leży w interesie tych, którzy na mąceniu ludziom w głowach najwięcej zarabiają. Kto, na czym i w jaki sposób zarabia, a kto i w jaki sposób traci, to te szczegóły pominę. Ludzie zacznijcie myśleć! Czesław Suchcicki

czwartek, 12 listopada 2020

Niechlujna mowa

Pamiętamy to słynne „nie chcem, ale muszem”.Wtedy to zdanie wypowiedziane przez naszego noblistę, a później najwyższego dostojnika państwa było traktowane z przymrużeniem oka, ale teraz, jak się okazuje ma ono szerokie naśladownictwo wśród naszych polityków, a nawet spotyka się wśród wykładowców wyższych uczelni w czasie ich wystąpień telewizyjnych. Słowa kończące się na „ę” i „ą” wymawiane są jako „em” i „om”. Niechlujstwo to nie kończy się na tym. W przeddzień rocznicy 11 listopada, również w telewizji osoba występująca z informacją o zmotoryzowanym marszu powiedziała: „zapraszam do udziału w samochodach, w motocyklach i w rowerach”. To już jest kompletny skandal, a tym bardziej, że nikt z pracowników w TVP odpowiedzialnych za poprawność językową nie piętnuje takiego niedbalstwa.

niedziela, 1 listopada 2020

Dzień Pamięci

Takim dniem jest Dzień Zaduszny, który specjalnie jest poświęcony tym, co już od nas odeszli i już nigdy się z nimi nie spotkamy, a nasza więź z nimi będzie utrzymywana tak długo, jak długo będzie trwała o nich nasza pamięć. Dzień ten powinien również skłaniać nas do uświa­domienia sobie, że my też w swoim czasie odejdziemy, podobnie jak ci, co odeszli przed nami. W tym dniu mamy do czynienia ze zbliżeniem się do siebie dwóch światów. Świata BYTU ze światem NIEBYTU, na drodze, jakby wyjąt­kowego zbliżenia i przyjaźni. W tym właśnie nadzwyczajnym dniu spo­tykają się ludzie żywi ze świata bytu z ludźmi bliskimi, których już nie ma, z ludźmi którzy w swojej wędrówce życia przeszli już na drugą stronę do świata niebytu, do świata wieczności. Takich wspomnień potrzebują obie strony i obie strony o nie zabiegają. My po tej stronie naszego bytu, a Oni po tamtej stronie swojego niebytu. Ich istnienie w świecie niebytu, ale w bliskiej odległości od nas, zależy wyłącznie od tego, jaka jest nasza Pamięć o Nich, gdyż to ona jest wła­śnie tą energią podtrzymującą wspólną więź. Jeżeli ta więź zostanie zerwana, oni muszą od nas się oddalić, bo nic już ich nie będzie łączyć z naszym światem. Choć z wielkim żalem, ale będą musieli odejść w niepamięć. Tam już ich nie znajdziemy nigdy. To właśnie tylko w tym kontekście często używane słowo „nigdy" jest prawdziwe i ostateczne. Pielęgnowanie pamięci o Nich to nasz święty obowiązek. Tylko w ten sposób możemy okazać im nasz dla nich szacu­nek, złożyć im nasz hołd, a jednocześnie przez to utrzymać z nimi łącz­ność. W każdym dowolnym dniu, przy różnych okazjach, kiedy rozmyślamy o czasie, co już upłynął, kiedy przychodzą na myśl wspomnienia takie, pod których wpływem chciałoby się porozmawiać, powiedzieć coś cze­go nie powiedziano wcześniej komuś, kogo już niestety nie ma i już nie będzie nigdy, wtedy człowiekowi robi się przykro. Ale oto w tym szczególnym dniu poświęconym pamięci tych, co już od nas odeszli powstaje taka okazja, że można z nimi porozmawiać. Po to ten dzień został utworzony i nazwany dniem zadusznym. W tym wła­śnie dniu można przekazać im to, co mamy do przekazania i od nich również drogą telepatyczną można otrzymać wiadomości, które oni chcą nam przekazać. To wszystko jest możliwe. Potrzebna jest do tego tylko nasza silna wola i wiara w spełnienie naszego postanowienia. To ta wiara sprawi, że na­sze myśli połączą się z ich myślami podróżującymi w świecie niebytu, a ich z naszymi. Wszystko odbędzie się na drodze telepatii. Musimy tylko tego bardzo chcieć i wierzyć, że tak się stanie. Być może nadejdzie czas, kiedy będziemy umieli w dowolnym czasie łączyć się z nimi przez możliwość dostrojenia częstotliwości fal nada­wanych i odbieranych przez nasz mózg. Być może wtedy będziemy również mogli otrzymywać ich obraz, jak w telewizji. To nie jest wyklu­czone. A tymczasem w tym zadusznym dniu, w dniu święta naszych Drogich Nieobecnych łączą się z nimi nasze o nich wspomnienia, a oni sami są wtedy razem z nami. Jest to jedynie to, co możemy dla nich zro­bić i jedynie wszystko to, czego oni od nas oczekują. Oni zawsze są wszędzie tam, gdzie są o nich nasze myśli i wtedy, kiedy o nich myśli­my i pamiętamy.

środa, 14 października 2020

Konfliktowy projekt ustawy

Opierając się na informacjach medialnych, z całym przekona­niem mogę stwierdzić, że zgłoszony w parlamencie projekt ustawy dotyczący ochrony zwierząt, to kompletny gniot praw­ny. Nie ma w nim żadnej troski o ochronę zwierząt, a jest tylko zwykła rozgrywka polityczna pełna wzajemnych sprzeczności. Postanawia się zlikwidowanie hodowli zwierząt futerkowych, bo one utrzymywane w klatkach, bardzo przez to cierpią. Nato­miast zezwala się na hodowanie królików, a przecież one też hodowane są w klatkach. Zabrania się rytualnego uboju bydła, a rytualny ubój drobiu jest dozwolony. Same sprzeczności! Twórców tych głupich pomysłów trudno posądzać o to, że oni nie chodzili do szkoły, bo to było obowiązkiem każdego dziec­ka, więc ciekawe, co było przyczyną, że oni ze szkoły niczego dobrego nie wynieśli. Musieli chyba na naukę być bardzo opor­ni. Zabierając się do opracowania projektu o ochronie zwierząt nasi politycy i parlamentarzyści powinni wpierw zapoznać się z obowiązującymi prawami w przyrodzie. Jednym z tych praw jest obowiązujący, powszechnie znany łańcuch pokarmowy. Wszystko, co żyje na naszej planecie musi spełniać określoną rolę, a w ostateczności jest pokarmem zjadanym jednych istot żywych przez inne istoty żywe. Nawet taka istota, jak człowiek będący nawet władcą tej planety, też temu prawu podlega. Nie chciałem przez to nikogo urazić, ale naprawdę tak jest i każdy człowiek musi o tym pamiętać. W przyrodzie nic nie ginie. Dlatego człowiek też nie powinien niczego marnować, co z trudem zdoła sam wytworzyć. Skoro drób, króliki i bydło może hodować, to co zrobi z odpadami poubojowymi? Chyba w tym przypadku główki kurczaków i innych odpadów poubojowych staną się poszukiwanym przy­smakiem dla elit politycznych i parlamentarzystów, bo nie bę­dzie już zwierząt futerkowych, które nimi dotychczas są ży­wione. Poza tym istnieje jeszcze prawo ekonomiczne w postaci „popytu i podaży” od dawna obowiązujące. Jeżeli na skóry zwierząt futerkowych nie będzie popytu, to hodowla takich zwierząt nie będzie opłacalna i sama się zlikwiduje. Dlatego zwierzętom nie są potrzebne żadne inne ustawy ochronne, jak tylko należy zapewnić humanitarne zasady ho­dowli i uboju, aby z ich krótkiego życia wyeliminować przede wszystkim cierpienie, a ludzi, którzy próbują to cierpienie zwierzętom zadawać, przykładnie karać. Zwierzęta hodowane w klatkach wcale z tego powodu nie cier­pią, bo innego sposobu przebywania nie znają. Natomiast zwie­rzęta przebywające w schroniskach bardzo cierpią, bo tęsknią za swoimi byłymi właścicielami i tamtym sposobem życia. Przepełnione schroniska trzeszczą w szwach. A czym jest po­zbywanie się wcześniej ulubionych psów przez przywiązywa­nie ich w lesie do drzewa, jak nie zbrodnią? To jest największe zło wymagające naprawy. Należy zmniejszyć niekontrolowany przyrost później niechcianych zwierząt stosując kastrowanie. Szczególnie tym powinni zająć się parlamentarzyści. W Polsce hodowla zwierząt futerkowych zajmuje prawdopo­dobnie drugie miejsce w świecie, więc chyba jest bardzo opła­calna. Pozbywanie się takiego interesu na szczeblu parlamen­tarnym to jest zwykła głupota, czy może specjalnie kierowana wroga działalność? Tylko powstaje pytanie przez kogo i prze­ciw komu? Tak to widzę mając na względzie obecną sytuację gospodarczo – polityczną naszego kraju.

niedziela, 13 września 2020

Punkt widzenia

11 września to kolejna rocznica terrorystycznego zamachu na wieżowce w Nowym Jorku w 2001 roku. Powszechnie twierdzi się, że to zamachy samolotowe spowodowały zniszczenie wieżowców i ludzie w to wierzą. Jednak po otrzymaniu w mediach informacji, że te wieżowce po wybuchu „siadły” na fundamencie w postaci gruzu oraz po porównaniu tej informacji z filmem pt. „Wyburzacze”, gdzie po podłożeniu ładunków wybuchowych pod wyburzanym gmachem i ich odpaleniu, budynek też „siada” zamieniając się w kupę gruzu, to zaczynam wątpić, że amerykańskie wieżowce zawaliły się z powodu ataku samolotowego. Na pewno pod te wieżowce też były wcześniej podłożone ładunki wybuchowe, a ich detonacja została tylko skorelowana z zamachem samolotowym, a jedno i drugie było zaplanowane przez tego samego decydenta. Władze USA to podchwyciły, jako zamach lotniczy, bo przecież nie mogły się przyznać, że ich instytucje ochrony państwa nie potrafiły wcześniej wykryć zakładania ładunków pod wieżowce. Ten zamach to jest normalna zbrodnia popełniona przez skrytego decydenta w sposób zakamuflowany obciążająca samolotowy zamach terrorystyczny. Jak można tak drwić ze zdrowego rozsądku normalnych ludzi podsuwając im do wierzenia taką bzdurę? To było nic innego, jak tylko jeszcze jedna zakamuflowana rozgrywka polityczna, a czyja i przeciw komu, to pozostaje pytaniem bez odpowiedzi. Taki jest mój punkt widzenia.

wtorek, 1 września 2020

Rocznica

Mamy 1.9.2020 r Już od kilku dni w TVP trwają dyskusje, a w nich przewija się nagłówek „Uroczystości obchodów 81. rocznicy wybuchu II Wojny Światowej”. Jaki kretyn wymyślił taki tytuł? Co mamy obchodzić? Przecież to rocznica napadu Niemiec na Polskę. Ponieśliśmy klęskę, straciliśmy niepodległość. Zaczęła się okupacja niemiecka i sowiecka, a z tym obozy koncentracyjne i deportacje na Syberię. To mamy obchodzić, jako uroczystość rocznicy? To już nie tylko bezczelność, ale drwiny z narodu. Przecież to jest jawne plucie w twarz narodowi polskiemu. Jeżeli mamy obchodzić uroczystość, to będzie nią tylko „81. rocznica bohaterskiej obrony Westerplatte”. Rocznica niby ta sama, a akcent zupełnie inny. Ale żołnierz polski walczył bohatersko nie tylko na Westerplatte, tak samo walczył w obronie terytorium całej Polski. Żołnierz polski walczył również na froncie wschodnim i zachodnim oraz polscy lotnicy w obronie Anglii, a Anglicy wystawili nam rachunek za utrzymanie lotników. Jednak mimo tego bohaterstwa nie zostało ono docenione przez naszych sojuszników i na uroczystą defiladę zakończenia II Wojny Światowej żołnierze polscy nie zostali zaproszeni. To przykre, ale żeby nas ceniono, musimy wpierw nauczyć się sami siebie wzajemnie cenić.

czwartek, 13 sierpnia 2020

Rządowe rządzenie

Zachowanie rządzących nami jest niezrozumiałe, a nawet można powiedzieć, że jest zupełnie głupie. Obdarzają nas nakazami i zakazami oraz ciągłymi ich zaostrzeniami lub ich łagodzeniem, a wszystko to wiążą z pandemią koronawirusa. W czasie gdy wykrywana zachorowalność na covid-19 sięga ponad 800 osób na dobę, to po jaką cholerę zezwala się na organizowanie uroczystości weselnych, imprez sportowych i innych dużych zbiorowisk w kinach, teatrach itp. Jaki to ma sens? Bez takich atrakcji da się żyć, a zupełny ich zakaz na pewno by pozwolił na szybsze ograniczenie zachorowań, a nawet na całkowite pozbycie się pandemii. Bliższe przyjrzenie się takiej działalności nasuwa podejrzenie o zwykłą manipulację narodem, bo przecież za nie przestrzeganie zaleceń grożą wysokie kary, a to jest jeden ze sposobów zniewolenia. Jakiejś innej w tym racjonalności wcale nie widać.

wtorek, 21 kwietnia 2020

Kretynologii ciąg dalszy...

Kretynologia rozwija się, ale można powiedzieć, że nawet kwitnie.
W poprzednich latach podczas suszy wstęp do lasów był zabroniony. Natomiast obecnie panuje w kraju susza, jakiej nie było od pięćdziesięciu lat, a co robi panująca nam władza?
Ogłasza w tym czasie zezwolenie na wstęp do lasów. Jaki kretyn to wymyślił?
Szaleje epidemia, płonie Biebrzański Park Narodowy. Giną w męczarniach dziesiątki tysięcy ptaków i ich gniazdowe pisklęta oraz tysiące zwierząt, a wszystko to odbywa się w płomieniach ognia. Czyżby tego było mało? Potrzeba nam jeszcze widoku płonących tysięcy hektarów lasów?
Za naruszenie przepisów związanych z epidemią grozi kara do 30000 zł, a ile wynosi kara za podpalenie lasu lub wypalanie suchych traw lub ściernisk? Nie ma wątpliwości, że każda kara powinna spełniać rolę wychowawczą w społeczeństwie, ale takie działania władzy, jak dotychczasowe, są tylko hołubieniem kretyńskich podpalaczy i sprzyjają hodowli nowych kretynów.

sobota, 4 kwietnia 2020

Jak się ma Kretynologia?


W moim niedawnym tekście pt. „Cyrkowa błazenada”, napisanym pod wpływem nasuwających się spostrzeżeń podczas oglądania TVP - powołałem do życia nową dyscyplinę naukową pod nazwą Kretynologia. Kretynologia – jest to dziedzina wszelkiej działalności opartej na ludzkiej głupocie.

Ostatnio oglądając TVP zauważyłem, że moja Kretynologia nie tylko ma się dobrze, ale nawet coraz mocniej ukorzenia się wśród naszych elit politycznych. Szczególnie jest to widoczne w dyskusjach dotyczących uzasadniania konieczności przeprowadzenia wyborów prezydenckich w dniu 10 maja 2020 roku, pomimo szalejącej w tym czasie epidemii koronawirusa w naszym kraju.
Nie muszę tutaj przytaczać żadnych przykładów uzasadniających, że tak właśnie jest, bo każdy, kto ogląda TVP sam doskonale to widzi, a w ostatnich miesiącach jest to szczególnie widoczne.
Czesław Suchcicki

wtorek, 24 marca 2020

Cyrkowa błazenada


Oglądając TVP w dniu 22.3.20 miałem możliwość zapoznania się z wyjątkowo żenującą dyskusją dziennikarza z zaproszonymi gośćmi z różnych organizacji politycznych. Gdy porównałem tę dyskusję z innymi wypowiedziami medialnych specjalistów, powstało we mnie przekonanie, że prócz panującej w naszym kraju epidemii koronawirusa, rodzi się zupełnie nowe wydarzenie nawet naukowe.
Powitajmy zatem narodziny nowej dyscypliny naukowej, której niniejszym nadaję nazwę Kretynologia.

Z jednej strony mamy zamknięte granice. Decyzja spóźniona, bo należało je zamknąć w dniu wykrycia pierwszego zakażenia. Na skutek tego zaniedbania mieliśmy w kraju 12.3.2020 zakażonych 48 i 1 zgon,
a po 11 dniach tzn. 23.3.2020 zakażonych było 749 osób i 8 zgonów.
(W innych krajach europejskich z tego powodu jest znacznie gorzej)
Przeprowadzono ogólnopolski kurs mycia rąk.
Wydano zakaz zgromadzeń powyżej 50 osób i zalecono dystans 2 m przy dowolnych ludzkich zbliżeniach, np. w sklepach spożywczych, aptekach itp.
Pozamykano działalność restauracji, teatrów i całego szeregu zakładów.
Zawieszono działalność szkół, wyższych uczelni i innych instytucji.
Zaleca się ludności pozostawanie w domu, a osoby podejrzane o zakażenie koronawirusem i opuszczające kwarantannę, podlegają karze 30 000 zł. Poza tym w związku z pandemią podjęto szereg innych działań ograniczających swobody obywatelskie.

Natomiast z drugiej strony, wbrew powyższym działaniom, nakazano w kilku miejscowościach przeprowadzenie wyborów samorządowych. Ponadto rządzący politycy dalej twierdzą, że w istniejących warunkach nie ma żadnych uzasadnionych przesłanek, aby wyznaczone na 10 maja wybory prezydenckie odwoływać. Z tego wynikają dwie sprzeczności. Zakaz opuszczania mieszkań, a jednocześnie nakaz pójścia do urn wyborczych. Wobec tego, gdzie tu jest ochrona narodu przed szalejącą pandemią? Z ochroną narodu, jak widać są duże kłopoty, ale za to mamy w kraju medialny cyrk.
Czesław Suchcicki

niedziela, 5 stycznia 2020

Takie mamy czasy


Prezydent Rosji sugeruje odpowiedzialność Polski, za rozpęta­nie II Wojny Światowej. Gospodin Putin proszę przestać pleść głupstwa, Pana wtedy jeszcze nie było na świecie, a ja już by­łem i doskonale pamiętam, jak się to wszystko wtedy odbywa­ło. Prawdą jest, że Polska upomniała się o sporne terytorium (Zaolzie) w tym czasie, gdy Niemcy dokonały aneksji Czecho­słowacji. Było to na pewno ze strony polskiej wielkie świństwo ze względu na zbieżność czasową, ale to nie znaczy, że odbyło się to w porozumieniu z Niemcami. Poza tym było to w roku 1938.

Natomiast 1. września 1939 roku Niemcy napadły na Polskę i zajęły prawie całe terytorium. Osobiście widziałem ich moto­cyklowy patrol w miasteczku, na którego terenie mieściła się moja szkoła. Potem 17 września weszły wojska rosyjskie, entu­zjastycznie witane przez Żydów mieszkańców tego miasteczka. Pamiętam ich spiczaste czapki tzw. budionówki i długie u dołu postrzępione szynele. W tym czasie wojska niemieckie bez żadnego strzału wycofały się na uzgodnione pozycje. Świadczy to o tym, że pomiędzy Moskwą i Berlinem zostało zawarte po­rozumienie odnośnie podziału Polski. Szkoła, do której uczęsz­czałem, została obsadzona przez nowych białoruskich nauczy­cieli władających polskim językiem.

Ten rozbiór Polski trwał do 22 czerwca 1941 roku. Ja w tym dniu z częścią rodziny, znajdowałem się w zamkniętym wago­nie pociągu wiozącego nas na Syberię. Pociąg zatrzymał się na stacji kolejowej w Smoleńsku, a obok stał pociąg z wagonami wypełnionymi zbożem wiezionym do Niemiec. Czy to nie był dług wdzięczności za odstąpienie części terytorium Polski? W powietrzu już latały niemieckie samoloty, ale bombardowania nie było, chyba tylko dlatego, że takich pociągów ze zbożem skierowanych dla Niemiec było więcej na tej stacji. O czym to świadczy nie ma potrzeby wyjaśniać, bo to chyba wszystkim jest doskonale zrozumiałe.
Mimo tego, co ja wtedy przeżyłem, nie obwiniam za to całego narodu rosyjskiego, a jedynie ich wodza Stalina, to dlaczego Pan kłamliwie obciąża nas Polaków za coś czemu nie jesteśmy winni? W dodatku trzeba z naciskiem podkreślić, że Pana w tym czasie jeszcze na świecie nie było. Przecież mamy już XXI wiek, jesteśmy już zupełnie nowymi słowiańskimi narodami, więc po co siejemy między sobą nienawiść, która w niczym na­szym narodom nie służy, a przynosi tylko same straty nie tylko gospodarcze?

Prezydent USA w kilka dni później oświadcza, że z jego pole­cenia, na terytorium Iraku został zabity irański generał Sulej­mani. Jak może prezydent jednego państwa wysyłać swoich funkcjonariuszy z polecaniem zamordowania generała drugie­go państwa na terenie państwa trzeciego? Przecież to jest nor­malna zbrodnia! Ktoś chyba musi za to odpowiadać!
Czesław Suchcicki

sobota, 31 sierpnia 2019

Czyżby ktoś zwariował?

To już nic innego, jak tylko jeden wielki skandal!
Nasze władze organizują uroczyste obchody rocznicy naszej polskiej klęski wrześniowej będącej początkiem II Wojny Światowej, na którą zaproszono wielu zagranicznych osobistości. Między innymi zaproszono Kanclerz Niemiec i Prezydenta Ukrainy.

Osobiście nie odczuwam nienawiści do całości narodów, które tej wrześniowej klęski były przyczyną, bo wiadomo, że każdy naród ma swoich wynaturzonych zboczeńców i szubrawców, ale żebym miał uroczyście obchodzić rocznicę zdarzenia, w wyniku którego mój ojciec, jako więzień polityczny zginął w niemieckim obozie koncentracyjnym, a ja z pozostałą częścią rodziny byłem zesłany na Syberię, to już mi się w głowie nie mieści. Cały naród polski w wyniku tej wojny wiele stracił i ucierpiał. Polska utraciła 6 milionów swoich obywateli, w tym 200 tysięcy Polaków wymordowały ukraińskie bandy UPA. Czy to ma być powodem, do wielkich uroczystości?

O tym, że będą to uroczystości, bębni się w mediach już od tygodnia, a dzisiaj usłyszałem nawet, że ich ranga nieco się obniży, bo zamiast Prezydenta Trampa w jego zastępstwie przyjedzie vice Prezydent USA.
W czyim interesie i jaki ….. te uroczystości wymyślił? Mam nadzieję, że nasz naród jeszcze całkowicie nie zwariował i tę uroczystość odpowiednio oceni.

sobota, 27 lipca 2019

Współczesny patriotyzm


Radio Pogoda podało dnia 8.6.19, że 23,5 tysiąca Polaków mieszkających w Anglii, złożyło wnioski o nadanie im obywatelstwa angielskiego. O czym to świadczy?
Dawno temu, bo jeszcze w ubiegłym wieku, znajomy Żyd powiedział: „Ojczyzna jest tam, czyj chleb się je”. Dlatego nie ma się czemu dziwić, że taka sytuacja u nas w Polsce powstała. Poza tym jest to również niewątpliwy skutek współczesnego wychowania naszej młodzieży przez rodziców i szkołę oraz wpływ sytuacji w kraju tworzonej przez naszych polityków piastujących najwyższe stanowiska w organach władzy naszego państwa.
Przykład idzie z góry. Nasi wielcy dygnitarze mówiąc o obywatelach naszego kraju w czasie swoich wystąpień nie używają takich określeń, jak nasz naród, nasi obywatele, nasze społeczeństwo lub nasi wyborcy, a tylko takich określeń, jak Polacy od nas oczekują, myśmy Polakom obiecywali, my z Polakami rozmawiamy na spotkaniach itp. To jest tak jakby oni nie czuli się takimi samymi Polakami wybranymi przez naród do zajmowania określonych stanowisk, tylko byli jakąś wyższą kastą rządzącą naszym narodem i traktują nas, jak rzeszę swoich poddanych.

Dowodem na to jest choćby fakt, że zagranicznym przedsiębiorcom organizującym w Polsce swój biznes, gwarantują 20 letnie zwolnienie od podatków, natomiast Polak chcący w swoim kraju zorganizować jakąś wytwórczość nie może liczyć na takie ulgi, a przeciwnie, nie mając jeszcze żadnego przychodu, musi już płacić wysokie ubezpieczenie. Poza tym stosunek płacy najniższej do najwyższej zawiera się w granicach 1:40, ale są również granice znacznie wyższe, a o kominach płacowych to nawet nie warto wspominać. Zatem nie ma się czemu dziwić, że w narodzie utrwala się nowy sposób rozumienia patriotyzmu niczym nie przypominającego tamtego znanego nam urodzonym przed Drugą Wojną Światową.

niedziela, 10 lutego 2019

Rozważania okolicznościowe


Bywa wiele różnych okoliczności, jak dzień babci, dzień dziadka, dzień matki, dzień urodzin i wiele innych, aby zacząć intensywniej myśleć na te i zbliżone nie tylko życiowe tematy.
Jest dzień matki 26 maja 2018 roku. W tym dniu rozmyślając nad przeszłością doznałem kolejnego olśnienia. Wcześniej podobnych olśnień miałem już kilka, ale o nieco mniejszym znaczeniu.
Moja mamusia już nie żyje, więc prócz wielu jedynie życzliwych o niej wspomnień, nie mogę dać jej żadnego innego prezentu w tym dniu matki. Za to ona sprawiła mi w tym dniu największy w moim życiu prezent chyba na moją w tym roku 90-tą rocznicę urodzin. Stało się to tak, że rozmyślając o jej życiu, o warunkach w jakich żyła i o wielu innych zagadnieniach dotyczących sensu życia oraz w ogóle o istnieniu naszego świata, doszedłem dzięki temu do wniosku, który uważam za najważniejsze moje odkrycie i to na pewno tylko dzięki tym rozmyślaniom w dniu matki, a ściślej mówiąc – mojej Matki. To stało się tak, jakby ona zza grobu podsuwała mi te myśli, które doprowadziły do takich odkrywczych wniosków.

Wspomniałem już, że wcześniej też miałem olśnienie, w wyniku którego udało mi się znaleźć rozwiązanie trudnej do zrozumienia odpowiedzi na pytanie znajdujące się w katechizmie. „Gdzie jest Bóg?” i stwierdzenie, że „Bóg jest wszędzie, w niebie na ziemi i na każdym innym miejscu”. Wtedy skutkiem moich przemyśleń doszedłem do wniosku, że siedzibą Boga jest jedynie umysł ludzki, bo tylko myśl ludzka może być jednocześnie wszędzie. Zatem i Bóg jest jednocześnie wszędzie tam, gdy człowiek w tym czasie o Bogu myśli.
Wypada nadmienić, że nastąpiło to wtedy w dość dziwnych okolicznościach i w nietypowym miejscu. Późnym wieczorem, byłem z moją suczką Misią na spacerze w parku, gdzie w tym miejscu przed stu laty był cmentarz. Idąc, jak zwykle przemyśliwałem różne zagadnienia. W pewnym momencie Misia idąca przy nodze, nagle zatrzymała się, sierść na niej się zjeżyła, wyszczerzyła zęby i zaczęła warczeć, mimo że nikogo przed nią nie było. Wtedy ogarnął mnie niesamowity strach. W mojej głowie nagle zakotłowały się setki różnych przeważnie strasznych myśli o duchach. Między innymi zacząłem myśleć również o Bogu i nagle stało się coś jeszcze dziwniejszego, bo Misia tak samo nagle przestała warczeć i ruszyła do przodu. Zrozumiałem wtedy, że to, co do mnie docierało w myślach, Misia widziała na jawie, stąd takie było jej zachowanie.
O tym (ale tylko o samym olśnieniu) napisałem w mojej książce pt. „Herezja czy punkt widzenia”. Natomiast wnioski będące wynikiem ostatniego olśnienia, które są bodajże jeszcze większą herezją, ale we wspomnianej książce ich nie będzie, bo tamta książka już wcześniej została wydana drukiem.

Co do ostatniego olśnienia, to jak już wspomniałem, dzięki całemu szeregowi różnych przemyśleń, doszedłem do wydaje mi się wręcz odkrywczego wniosku. Skoro Bóg jest niewidzialnym duchem, a jednocześnie jest wszechmogący, bo stworzył niebo i ziemię oraz może przybierać różne postacie, to jeżeli wcześniej znalazłem Jego siedzibę w ludzkim umyśle, to dlaczegóż bym nie mógł choć odrobinę bliżej tę boskość poznać niezależnie od tego, co na ten temat zawarte jest w Piśmie Świętym. Ponieważ stworzony wszechświat jest materialny, więc na całe zagadnienie, aby móc je lepiej zrozumieć, trzeba chyba spojrzeć zupełnie inaczej.

Z podobnie trudnym zagadnieniem spotykamy się podczas zastanawiania się nad pojęciem, jakim jest energia i próbą zrozumienia tego zjawiska. Dlatego podobnym i dlatego trudnym, bo używając energii wcale jej nie zużywamy i wbrew pozorom też jej nie wytwarzamy, jak się powszechnie mówi, a tylko ją przetwarzamy. Energia jest niezniszczalna, a w czasie jej używania przyjmuje jedynie różną postać zależnie od sytuacji. Energii nie ubywa ani nie przybywa i jest niezniszczalna, to znaczy, że jest wieczna.
Jeżeli te dwa zjawiska, to znaczy Boga i Energię porównamy ze sobą, to zauważymy, że pomiędzy tymi zjawiskami nie ma żadnej różnicy, są one tożsame. Jedyna różnica, jaką można zauważyć, jest taka, że Bóg jest duchem, a energia materią, ale gdy to porównamy z człowiekiem, to ta różnica zupełnie się zaciera. Człowiek też składa się z nieśmiertelnej duszy i ciała, które wprawdzie jest doczesne, ale po śmierci zmienia się tylko jego postać i dalej istnieje, jako energia. Ponieważ człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga, więc są podstawy, aby móc oba zjawiska ze sobą porównywać. Idąc tym tropem dochodzimy do dalszych ciekawych wniosków.

Tak to już jest z tymi myślami i przemyśleniami. W pewnym momencie rozmyślań zaczynamy sięgać tak daleko i tak wysoko, że zaczyna braknąć nam odwagi na ich ostateczne sformułowanie. Tak też jest i w tym przypadku. Dalsze rozwijanie rozpoczętego zagadnienia, jakim jest Bóg i Energia oraz wnioski z tego wynikające, muszę pozostawić chwilowo w zawieszeniu do czasu narodzin myśli bardziej strawnych. Zatem zakończeniem rozmyślań będzie tekst częściowo zastępczy.

Stwórca zanim stworzył najdoskonalszy organizm w postaci człowieka, zaczynał od organizmów najprostszych i stopniowo je doskonaląc doszedł do szczytu doskonałości. Widać to na przykładzie niektórych zwierząt posługujących się przednimi kończynami, choć one nie są tak doskonałe, jak ręce człowieka oraz na przykładzie papug i gwarków mających struny głosowe, dzięki czemu mogą one naśladować mowę ludzką. Z tego wynika dowód, że była to mozolna praca twórcza trwająca nawet miliardy lat, a my obecnie będąc tego trudu spadkobiercami nie tylko go nie doskonalimy, ale swoim być może czasem nieświadomym postępowaniem często nawet uwsteczniamy. Dopuszczamy do głosu ludzi, którzy w żadnym wypadku na to nie zasługują. Oni swoim postępowaniem sprowadzają na ludzkość i całą naszą planetę nieszczęścia, czego dowodem są wojny i inne konflikty światowe, a mogą doprowadzić nawet do najgorszego. Nie zapominajmy, że była już era dinozaurów będąca błędem popełnionym przez Stwórcę, a błędem dlatego, że tak ogromne drapieżniki nie mając żadnego zagrożenia mogły rozmnażać się bez ograniczeń. Był potop, była Sodoma i Gomora oraz wiadomo czym się to wszystko kończyło. Pociechą jest jedynie to, że we wszechświecie jest jeszcze wiele cywilizacji znacznie doskonalszych od naszej i dzieło Stwórcy na pewno całkowicie nie zaginie.

niedziela, 2 grudnia 2018

Kto nami rządzi?


Słowo wstępu
Ten artykuł w swoim czasie był publikowany w Interii 360, (jej już nie ma, zlikwidowana). Ponieważ zbliżają się wybory do Parlamentu UE, a artykuł nic nie stracił na znaczeniu, więc go umieszczam bez zmian w moim blogu.

Nasi politycy w swoich oficjalnych wystąpieniach nie zwracają się do narodu, do społeczeństwa polskiego, tylko do Polaków, jakby sami pochodzili z zaświatów, z innej planety, jakby nie byli obywatelami, tylko właścicielami Polski.
Politycy w większości zachowują się, jak wysłannicy z innej planety pragnący zaopiekować się nami, jakby narodem wybranym, a jednocześnie kłócą się i szarpią nawzajem, jak przy upolowanej zwierzynie.

W ostatnim czasie, a szczególnie przy okazji kampanii przedwyborczej kandydatów do parlamentu UE nasiliły się wśród tych kandydatów prośby skierowane właśnie do Polaków o głosowanie na nich, jako na tych, którzy w UE najlepiej potrafią zadbać o interesy Polaków. Tak, to nie jest żadne przejęzyczenie. Oni nie zwracają się do narodu, do społeczeństwa polskiego, z którego mam nadzieję sami się wywodzą, tylko do Polaków, jakby sami pochodzili z zaświatów, z innej planety, a nie z naszego kraju znad Wisły, jakby nie byli obywatelami naszej wspólnej Polski.

Na każdym kroku w przemówieniach naszych "dostojnych" polityków słyszymy: "my Polakom obiecaliśmy, Polacy od nas oczekują" itp. Tego typu odzywki trwają już od dawna. Politycy wprost prześcigają się w przypominaniu lub raczej w wypominaniu czego to przeciwnicy polityczni Polakom nie obiecywali i z czego dotychczas nie wywiązali się lub jak oni sami poświęcali się kiedy byli u władzy, byleby tylko Polakom dogodzić.
Czyżbym się mylił? Ale wciąż odnoszę wrażenie, że politycy przez cały czas w swoich oficjalnych wystąpieniach w mediach jakby podkreślali, że oni politycy to jedno, a drugie, to ta reszta, czyli Polacy, o których dobro oni gotowi są walczyć.
Niektórzy z nich oficjalnie przyznają się, że są przeciwnikami UE, ale do Unii kandydują tylko dlatego, że chcą walczyć o zwiększenie unijnych miliardów euro dla Polaków. Obiecują zdobycie takich samych dopłat dla rolników, jakie są w starej piętnastce. To jest tak, jakby unijne pieniądze spadały z nieba, jak biblijna manna. Niektórzy nawet twierdzą, że pieniądze unijne wcale nie są unijne tylko nasze polskie składki do budżetu unijnego. Jeżeli to jest prawda, to dlaczego Unia nam je wydziela i dyktuje, jak i komu mają być przydzielane?
Jak poza tym można być jednocześnie przeciwnikiem Unii i pchać się do jej parlamentu? To jest podobnie, jak wrogie sobie państwa, nawzajem umieszczają swoich szpiegów w newralgicznych placówkach u swoich przeciwników, z tą tylko różnicą, że nie robią tego jawnie.

Tacy kandydaci na eurodeputowanych mówią, że nie chcą wspólnej waluty, a chcą pozostać przy naszej krajowej walucie, przy złotówce, bo to gwarantuje nam większą suwerenność. O jakiej suwerenności tu mowa, kiedy polskie banki prawie w całości zostały już sprzedane w obce ręce zagranicznym właścicielom?

Co za hipokryzja! Oni o nic nie będą walczyć, oni sami nie wiedzą czego chcą. W UE widzą jedynie dobrze napełniony żłób dla siebie i wszelkimi sposobami do niego dążą. Gdyby tak nie było, to by nie wypominali, że "czerwona dama", (jak ją nazywają), w ubiegłej kadencji zarobiła w unijnym parlamencie 1400000 euro. Wynika z tego, że oni też do tego dążą i każdemu z nich tylko o to chodzi.

Piszę o tym, bo jestem Polakiem i nie podoba mi się to wszystko. Nie podoba mi się i nie jest to przypadek odosobniony, że z ust prominentnych polityków w czasie oficjalnych wystąpień ciągle słyszymy podobne wypowiedzi, jak na przykład: „Polacy tego od nas oczekują”, „Polacy na nas liczą”, „ nie możemy zawieść Polaków”, itp. Dlaczego nasi politycy nie używają na przykład takich określeń, jak: nasze społeczeństwo, nasi obywatele, nasi wyborcy itd.? Przecież nie wszyscy obywatele III RP są narodowości polskiej i mogą nawet poczuć się, jakby byli dyskryminowani w Polsce, bo politycy nie zwracają się do wszystkich obywateli, tylko do jednej narodowości, do Polaków. Nawet taka wypowiedź w sejmie w 2006 roku jednego z prominentnych polityków, jak „…. dotyczy to Polaków i nas z Platformy Obywatelskiej”, niewątpliwie może przywoływać dwuznaczne skojarzenia. Ale to w zasadzie nic dziwnego, bo czego można oczekiwać od polityka, który na konferencji samorządowej między innymi powiedział z wielkim przekonaniem. „Musimy wygrać walkę o drugą solidarność, walkę o samorządność. Walczcie i wygrywajcie, a ja będę trzymał za was kciuki”.

Powszechnie znane jest u nas powiedzenie, że wiara góry przenosi. Taką chyba nadzieję mieli nasi parlamentarzyści, nasi politycy, gdy zamiast ustanawiać dobre prawo i uchwalać ustawy sprzyjające gospodarczemu rozwojowi kraju, to w czasie długotrwałej suszy w latach ubiegłych, podczas przerwy w obradach zainicjowali w swojej parlamentarnej kaplicy modły o deszcz, na wzór modłów odbywających się w kościołach. Czyżby nasi kandydaci na eurodeputowanych taką tradycję chcieli upowszechnić również w parlamencie unijnym?
Będę nieskromny i odnośnie nadziei podam moją własną definicję. (Nadzieja to niczym nie uzasadniona wiara w spełnienie marzeń, Cz. S.)

Kto opisanych zdarzeń nie pamięta, bo zapomniał, niech sobie przypomni, albo zapyta tych, co pamiętają. Osobiście również nigdy nie zapomnę głupiego hasła "im gorzej, tym lepiej". W jakiej zakutej głowie mogło się coś takiego zrodzić? Przecież taka logika, to absurd, nie do pomyślenia! Ale niestety, to są fakty.

Moje wzburzenie wynika z tego przedwyborczego bajdurzenia, z tego skomlenia o głosowanie na ludzi, którzy na to zupełnie nie zasługują, bo nawet nie potrafią w odpowiedni sposób zwrócić się do obywateli RP, a zwracając się (do Polaków), robią to tak, jakby byli kimś ponad narodem. Robią to tak, jakby to robiły władze postronnych państw, gdyby zwracały się do Polaków mieszkających na ich terytoriach. To właśnie mnie najbardziej oburza. To mi przypomina incydent syberyjski, kiedy głupi przewodniczący kołchozu w czasie żniw próbował mnie upokorzyć wypominając przy tym, że jestem Polakiem.

Wiem, że to moje pisanie niczego nie zmieni, wiem również, że mimo istnienia u nas wolności słowa, żadna redakcja nie zechciałaby tego opublikować na swoich łamach. Jedynie w Interii 360 jest to możliwe. Dlatego tutaj moje wynurzenia umieściłem. Jestem pewien, że artykułu nie przeczytają ci, do których jest skierowany i oni się nie zmienią. Jeżeli zatem nic się nie da zrobić, to niech ten artykuł będzie przynajmniej tym przysłowiowym "karawanowym szczekaniem".
Czesław Suchcicki

środa, 20 czerwca 2018

Co zrobić, żeby nadążyć?

Chodzi o to, że mamy już XXI wiek i ogromny skok w rozwoju ludzkości pod względem nauki i techniki, ale rozwój intelektualny szerokich mas społeczeństwa za tym chyba nie nadąża, bo ponad ćwierć miliarda dzieci na świecie nie uczęszcza do szkoły, a programy szkolne też nie nadążają za tak szybkim rozwojem i stawianymi przed ludzkością nowymi wymaganiami. Jednym słowem programy są przestarzałe i nie przygotowują ucznia do życia w nowych warunkach stwarzanych przez ten światowy postęp. Dowód na to będziemy mieli, gdy poczytamy komentarze napisane przez czytelników artykułów zamieszczanych w internecie. Otóż duża część czytelników nie umie czytać ze zrozumieniem i nie potrafi swoich myśli wyrazić na piśmie w sposób językowo poprawny i zrozumiały dla kogoś, kto te zapisane myśli odczytuje.

To dotyczy nie tylko szerokich mas społecznych, ale nawet ich elit. Oto przykład.
Do Departamentu Podręczników, Programów i Innowacji Ministerstwa Edukacji Narodowej wysłałem (19.03.2018) list następującej treści:

Szanowna Pani Dyrektor!

To, co chcę zaproponować jest swego rodzaju innowacją, dlatego spodziewam się, że trafiłem pod właściwy adres. Wiemy jaka jest u nas sytuacja w zakresie czytelnictwa, czytania ze zrozumieniem, nie mówiąc już o komentarzach pisanych pod artykułami publikowanymi w internecie. To wprost zgroza! Problemy te wynikają w zasadzie z tego, że uczniowie w większości naukę szkolną traktują, jako przymus, a to już jest w naturze ludzkiej, że nie znosi ona przymusu. Wiem coś na ten temat, bo z edukacją w szkolnictwie średnim miałem do czynienia przez 30 lat ubiegłego wieku. Otrzymałem nawet od Ministra nagrodę II stopnia, ale jak na moje 90 lat, to są już dawne dzieje.
W związku z tym chcę zaproponować eksperyment polegający na tym, że uczniowie bez żadnego przymusu, z własnej woli i z chęcią będą szukać informacji, czytać, pisać, konsultować, analizować i doskonalić napisany tekst. Taką propozycją jest tworzenie Księgi Rodu, a pomocą w tym będzie broszurka pt. „Poznaj korzenie swojego rodu”. Osobiście napisałem takie dwie księgi rodów i wiem, jak to bardzo wciąga.
Inicjatywa tego przedsięwzięcia powinna wyjść z Ministerstwa Edukacji, jako propozycja do realizowania w szkołach pod patronatem Komitetów Rodzicielskich w ramach zajęć pozalekcyjnych, ale tylko jako propozycja i tylko dla uczniów zainteresowanych tym problemem. Za ich przykładem pójdzie reszta uczniów. Będzie to wpojony uczniom dyskretny zalążek inicjatywy, która z czasem będzie mogła się rozwijać w szereg następnych inicjatyw w już dorosłym życiu obecnych jeszcze uczniów.

Broszurka w zasadzie powinna być odpłatna, bo trzeba pamiętać, że najbardziej ceni się to, co z wielkim trudem zostaje zdobyte. Uczniowie tworząc Księgę Rodu będą pracować z własnej nie przymuszonej woli, będą się przy tym bawić i jednocześnie w sposób pożyteczny rozładowywać nadmiar swojej energii, a po ukończeniu tworzenia Księgi, będą mogli szczycić się nie tylko swoim osiągnięciem, ale również uznaniem w rodzinie i nie tylko.

Jeżeli będzie zachodziła potrzeba dopingu, to można będzie organizować konkursy międzyklasowe, międzyszkolne, a nawet krajowe, na najlepszy tekst lub najciekawsze opracowanie Księgi Rodu. Jestem przekonany, że już w bliskiej przyszłości, eksperyment ten może przynieść pozytywne rezultaty, jako jeden z wielu możliwych sposobów w zakresie podnoszenia poziomu edukacji naszego narodu. W załączeniu broszurka „Poznaj korzenie swojego rodu”.

Pozostaję w oczekiwaniu na odpowiedź.
Z wyrazami szacunku Czesław Suchcicki

Na powyższy list 16 kwietnia 2018 r. Pismem DPPI-WPPiP.4012.15.2018.BS otrzymałem następującą odpowiedź:

Szanowny Panie,
bardzo dziękuję za przesłaną broszurę „Poznaj korzenie swojego rodu” wraz z propozycją przeprowadzenia zajęć pozalekcyjnych, podczas których uczniowie pracowaliby nad drzewem genealogicznym swojej rodziny. Zaangażowanie, z jakim podchodzi Pan do tematu, świadczy o prawdziwej pasji, z którą realizuje Pan swoje inicjatywy.
Przedstawiona koncepcja przeprowadzenia zajęć pozalekcyjnych podczas których uczniowie byliby zaangażowani w przygotowanie opracowania poświęconego swojej rodzinie jest niewątpliwie bardzo interesująca. Ponieważ - zgodnie z ustawą Karta nauczyciela, nauczyciel w realizacji programu nauczania ma prawo do stosowania takich metod nauczania i wychowania, jakie uważa za najwłaściwsze spośród uznawanych przez współczesne nauki pedagogiczne, oraz do wyboru spośród zatwierdzonych do użytku szkolnego podręczników i innych pomocy naukowych – przesłana do Ministerstwa Edukacji Narodowej propozycja – powinna trafić bezpośrednio do szkół i nauczycieli. Może Pan również wystąpić do organu prowadzącego daną szkołę.
Ministerstwo Edukacji Narodowo nie narzuca nauczycielom tematów projektów, które realizują oni wraz z uczniami zarówno na obowiązkowych, jak również na nieobowiązkowych zajęciach edukacyjnych.
Warto jednak zauważyć, że tematyka zajęć związanych z rodzinną genealogią jest już obecnie bardzo popularna w szkołach. Szkoły chętnie dokumentują na swoich stronach internetowych dzieła swoich uczniów. Dla przykładu informacja ze strony ww Szkoły Podstawowej w Piątnicy.
„Tradycyjnie jak co roku w ramach zajęć z historii uczniowie klasy IV pracowali nad przygotowaniem drzewa genealogicznego własnej rodziny. Z pomocą rodziców i dziadków gromadzili informacje na temat swoich przodków. Zbierali zdjęcia lub malowali portrety członków rodziny. Potem na dużym arkuszu brystolu lub styropianu rysowali drzewo genealogiczne. Gotowe prace prezentowali na lekcji historii. Najciekawsze, najlepiej wykonane drzewa można obejrzeć na wystawie zorganizowanej na szkolnym korytarzu.
Oprócz drzew genealogicznych dzieci tworzyły też własne, baśniowe wersje początków swojej rodziny. Najoryginalniejsze historie rodzinne wraz z rysunkami uczniów można podziwiać na gazetce szkolnej.”
http://spjeziorko42.szkolnastrona.pl/index.php?p=m&idg=zt,127,128
W Internecie można znaleźć bardzo dużo informacji o konkursach plastycznych i fotograficznych poświęconych drzewom genealogicznym.
Z poważaniem

Na powyższe do MEN-u wysłałem 20.4.2018 następujące oświadczenie:

Szanowna Pani!
Dziękuję za odpowiedź na list i za link podany do internetu, choć niezbyt dobrze rozumiem, co chciała Pani przez to powiedzieć.
Moja propozycja nie jest żadną moją "pasją", ani realizacją moich inicjatyw, jest to tylko mój pomysł, a inicjatywa realizacj pomysłu należy do MEN-u i szkół. Poza tym jest to moja troska o przyszłość naszego narodu. Decyzja jest w rękach MEN.

Mamy w kraju coraz więcej "matołów" nie potrafiących czytać ze zrozumieniem i wyrażać swoje myśli w sposób zrozumiały w formie pisanej. Wiadomo, że głupim narodem łatwiej się rządzi, ale przypuszczam, że nie jest zadaniem MEN-u, aby temu sprzyjać.
Rzeczywistość jest taka, że dorosła młodzież ucieka za granicę, a na jej miejsce przybywa nam coraz więcej obcokrajowców i będą chcieli nami rządzić. W mediach już jest to widoczne, jak oni próbują zabezpieczać swoje interesy narodowe. Jednak te informacje medialne też trzeba umieć czytać ze zrozumieniem.

Poza tym moja propozycja nie ma nic wspólnego z Kartą Nauczyciela i realizacją programów szkolnych. Jeżeli natomiast tak wszystko zależy od nauczuciela, to w takim razie po co i komu potrzebny jest MEN? Z jakiej racji ja mam do kogoś występować? To nie ja odpowiadam za edukację młodzieży, a tym samym za edukację narodu.

To, co proponuję nie ma nic wspólnego ze szkolnymi zajęciami pozalekcyjnymi, a powinno być realizowane pod patronatem Komitetów Rodzicielskich przez uczniów w ich domach rodzicielskich przy czynnym udziale rodziców. Powinno, ale nie musi tak być.

Dla ścisłości dodam, że ja proponuję tworzenie Księgi Rodu wg broszurki pt. "Poznaj korzenie swojego rodu", a nie proponuję malowania obrazków z wywieszanymi fotografiami rodzin na genealogicznym drzewie, o czym informuje mnie Pani w swojej odpowiedzi. To są dwa zupełnie różne zagadnienia.
Z poważaniem – Czesław Suchcicki

Na tym nasza korespondencja na zaproponowany przeze mnie temat się zakończyła. Wynika z niej, że czytać ze zrozumieniem nawet w Ministerstwie Edukacji Narodowej nie potrafią, a przedstawiona korespondencja jest niezbitym tego dowodem. Natomiast, co ja o tym wszystkim sądzę, wyraziłem w moim ostatnim wyżej przedstawionym liście wysłanym do MEN, który pozostał bez żadnego echa z tamtej strony.

piątek, 25 maja 2018

Informacja


Szanowni Internauci! Serdecznie wszystkich witam na moich blogach. Wiem, że moje blogi czytane są w wielu krajach całego świata. W sumie jest pięć blogów. Ciekaw jestem przez kogo są one czytane. Przez Polaków tam mieszkających, czy może przez rdzennych obywateli tych krajów? Bądźcie Państwo tacy uprzejmi i poinformujcie mnie o tym w komentarzach lub przekażcie telefonicznie względnie mailem. Podaję moje dane: Czesław Suchcicki ul. Piwowarska 2m2 54-066 Wrocław tel +48 692 915 657 e-mail: suchcickiczeslaw@interia.pl Dotychczas wydałem pięć książek, a szósta jest w druku. Egzemplarze obowiązkowe znajdują się w odnośnych bibliotekach. Jeżeli ktoś z Państwa będzie bliżej zainteresowany moją twórczością, to proszę kontaktować się ze mną w dowolny sposób na wyżej podany adres. Z poważaniem Czesław Suchcicki

czwartek, 22 marca 2018

Medialna bzdura

Często w naszych mediach spotykamy się z dzieleniem ludzi na wierzących i niewierzących. Takie rozumowanie jest całkowicie absurdalne. Nie ma ludzi niewierzących, wszyscy ludzie są wierzący.
Skoro mówimy o wierze, zachodzi potrzeba wyjaśnienia, co to jest wiara? Wyjaśnię to na przykładzie.
Jeżeli na świecie coś się wydarzy, to jedni ludzie mogą uważać to za prawdę, natomiast drudzy mogą uważać to za kłamstwo. Jeżeli przy tym jedni i drudzy nie mają żadnych dowodów na potwierdzenie tego na czym opierają swoje przekonanie, to wszystko wtedy polega wyłącznie na wierze. Jedni wierzą, że to prawda, a drudzy wierzą, że to kłamstwo, ale obie strony wierzą. Z tego wynika dowód, że wszyscy ludzie są wierzący, mimo że każdy z tych ludzi wierzy w co innego.
Zatem poprawny podział to wyznawcy i ateiści. Różnica między nimi polega na tym, że ateiści nie wierzą w to coś, w co wierzą wyznawcy, ale żeby nie wierzyć to też trzeba wierzyć, że się nie wierzy. Z tego wynika dowód, że ateiści też są ludźmi wierzącymi.

czwartek, 15 marca 2018

Kretyński sposób myślenia


Otwieram Facebooka i odczytuję zawsze te same pytanie, „Co słychać, Czesław?”
Zwykle na to pytanie nie odpowiadam, ale tym razem odpowiem.
Słychać źle, a nawet bardzo źle. Od instytucji, nie ważne jakiej, otrzymałem fakturę na sumę 22 groszy (zaległa niedopłata) i wypełniony blankiet na zapłatę tych 22 groszy.
Ciekawy sposób myślenia. Wspomniana instytucja chce otrzymać 22 grosze, a na samym pocztowym zawiadomieniu traci kilka złotych. Z mojej strony koszt przekazania tych 22 groszy też wyniesie kilka złotych.
Początkowo myślałem, że to jednostkowy incydent, ale okazało się, że mój sąsiad otrzymał podobne żądanie zapłacenia, ale tylko 3 groszy. Z tego wynika, że to nie jest incydent.
Wobec tego pytam. To ma być ta „Nasza Najjaśniejsza”? Przecież te nędzne grosze wystarczyło uwzględnić w następnej fakturze. Tym bardziej, że te faktury są wystawiane każdego miesiąca. Zatem, jaki kretyn wymyślił taki idiotyczny proceder? Kto mi na to odpowie?

niedziela, 11 lutego 2018

Wymiar sprawiedliwości

Ostatnio mamy w kraju wiele szumu związanego z wprowadzanymi zmianami w resorcie sprawiedliwości przez aktualnie rządzącą partię. Tym zajęła się nawet Unia Europejska strasząc Polskę karami za łamanie praworządności. Nie mnie rozstrzygać, która ze stron ma rację. To sprawa dla prawników i polityków. Natomiast ja w związku z zaistniałą sytuacją, pragnę tylko wyrazić mój osobisty pogląd na temat wymiaru sprawiedliwości w naszym kraju.

Z prawem i wymiarem sprawiedliwości stykamy się już od Adama i Ewy czyli od samego początku zaistnienia.
1 Moj. 3:22-23
22. I rzekł Pan Bóg: Oto człowiek stał się taki jak my: zna dobro i zło. Byleby tylko nie wyciągnął teraz ręki swej i nie zerwał owocu także z drzewa życia, i nie zjadł, a potem żył na wieki!
23. Odprawił go więc Pan Bóg z ogrodu Eden, aby uprawiał ziemię, z której został wzięty. (BW)
W powyższym cytacie mamy do czynienia z pierwszą karą, jaką człowiek poniósł za niepodporządkowanie się obowiązującemu prawu.

Prawo, to dziedzina (wynalazek) ludzi żyjących z cudzej niewiedzy, czasem z cudzego nieszczęścia. Jest ono przez tych ludzi zwanych prawnikami tak interpretowane, aby ze społeczeństwa wydusić dla siebie, jak największe korzyści. Aby to było możliwe, stanowione prawo jest formułowane w tak zawiły sposób, aby właśnie nikt inny tylko prawnicy je mogli zrozumieć i zależnie od sytuacji odpowiednio interpretować. W takich przypadkach następuje nawet konkurencja pomiędzy samymi prawnikami, kto w tym prawie jest bieglejszy, kto łatwiej potrafi przekonywać.
Przekonać to nie znaczy mieć rację, wystarczy aby przeciwnik uwierzył, albo był zmuszony do uwierzenia, że właśnie tak jest w rzeczywistości, jak mu to zostało przedstawione. Prawnicy to hermetyczny klan ludzi zajmujących się na co dzień prawem.

Drugą kastą żerującą na społeczeństwie są politycy. Oni zasiadając w parlamencie powinni tworzyć prawo służące dobru społeczeństwa i państwa. Ponieważ wiadomo, że każde państwo jest aparatem ucisku, więc nic dziwnego, że w tworzonym przez nich prawie często występują sprzeczności. Ponadto często zdarza się, że tworzone przez polityków prawo tylko pozornie odpowiada potrzebom społeczeństwa lub państwa. W rzeczywistości tworzą oni często takie prawo, które odpowiada tylko ich doraźnym potrzebom. Wykorzystują przy tym prawników, jako ekspertów, a ci przecież też mają własne interesy i w efekcie powstają takie buble, z których normalny człowiek nic nie jest w stanie zrozumieć.

Ustawy pisane są nie tylko językiem niezrozumiałym, ale wręcz językiem bełkotliwym, dlatego nic dziwnego, że nawet prawnicy tkwiący na co dzień w tym bełkocie, nie dają sobie z nim rady. Jako przykład niech posłuży tu cytat z projektu prawa prasowego: „Dziennikarz nie narusza prawa stosując obserwację uczestniczącą jako swego rodzaju eksperyment poznawczy”. Czy to nie bełkot?
Z problemami związanymi ze zrozumieniem prawa i tak zwanej sprawiedliwości spotykano się już w czasach biblijnych. Poniżej przykład.
“Noe, który był rolnikiem, pierwszy założył winnicę. Gdy potem napił się wina, upił się i leżał odkryty w namiocie swoim. A Cham, ojciec Kanaana, zobaczył nagość ojca swego i opowiedział o tym poza namiotem obu braciom swoim”....(Semowi i Jafetowi). ....”A gdy Noe obudził się po upiciu się winem i dowiedział się, co mu uczynił jego najmłodszy syn, rzekł: niech będzie przeklęty Kanaan, niech będzie najniższym sługą braci swoich!”......

Co za dziwne nieporozumienie. Dlaczego Noe nie przeklął swego syna Chama, bo to przecież on widział nagość swego ojca w stanie upojenia winem, ale przeklął jego syna Kanaana, czyli swojego wnuka, który przecież w tym widowisku udziału nie brał. Na czym więc w tym przypadku ma polegać sprawiedliwość i jaką rolę ma spełniać nałożona kara? Zupełnie jak w przysłowiu, „kowal nabroił, a Cygana powiesili”.

To zrozumiałe, że każdy człowiek na „biblijne prawo i sprawiedliwość” ma prawo mieć swój własny punkt widzenia. Z jednej strony mamy przykazanie „nie zabijaj”, z drugiej natomiast mamy na to biblijne przykłady, kiedy ludzie mocno się upodlili, a wiadomo że ludzie już ze swej natury mają do tego skłonności, i ich wizerunek zbyt mocno zaczął się różnić od pierwotnego wizerunku Boga, wtedy Bóg zesłał potop i zniszczył nie tylko całą ludzkość, ale również wszystko, co tylko na Ziemi żyło. W czasie późniejszym, gdy wśród mieszkańców Sodomy i Gomory nastąpiło łamanie prawa, rozwiązłość seksualna i powszechne zepsucie, wtedy Bóg zesłał na nich ogień i oba miasta zniszczył doszczętnie. Inaczej mówiąc Bóg też zabijał, bo taka była wyższa konieczność. Tak mówi o tym Biblia. Dlatego zacytuję ten werset.
Rdz 9:6
„[Jeśli] kto przeleje krew ludzką, przez ludzi ma być przelana krew jego, bo człowiek został stworzony na obraz Boga”. (BT)

Tymczasem człowiek w swoim zadufaniu, będąc ustawodawcą, jakby chciał powiedzieć, Boże jestem lepszy od ciebie, Ty karzesz śmiercią, a ja tę karę śmierci znoszę. Może to tylko zwykła asekuracja, może ustawodawca przewidując, że jak inni ludzie, jest przecież człowiekiem ułomnym i różne rzeczy mogą się mu w życiu przydarzyć, zabezpiecza się, by sam kiedyś nie został zgładzony. W takim razie narodzie sam tego chciałeś, przecież wybrałeś takich swoich przedstawicieli, jakich chciałeś. Zatem słuszne jest twierdzenie, że masz taką władzę na jaką zasługujesz.

Jeżeli profesor prawa twierdzi, że nie wolno karać śmiercią, bo życie jest najwyższym dobrem człowieka, to chyba nie rozumie co mówi, bo przecież zbrodniarz mordując człowieka, pozbawił go tego najwyższego dobra i za to profesor, jakby w nagrodę chce zbrodniarzowi zapewnić dożywotnie beztroskie utrzymanie w więzieniu na koszt społeczeństwa. (aud. PR I PR 30.01.2001). Tego właśnie społeczeństwa, które w tym samym czasie musi głodować z powodu braku pracy. Miliony bezrobotnych głodują, chyba tylko po to, aby państwo między innymi mogło utrzymać przy życiu zbrodniarza, który zamordował człowieka, a czasem wielokrotnie gwałcił i mordował.
Utrzymuje się przy życiu zbrodniarza, którego miesięczny koszt utrzymania w więzieniu przy zaostrzonym rygorze wynosi nawet do 19 tysięcy zł miesięcznie!, a zwykłego złodziejaszka czy tego, co nie płaci alimentów – 3000zł. Tymczasem emerytowi musi wystarczyć 500 złotych, a niejednemu pracującemu 1000 złotych musi wystarczyć na utrzymanie całej rodziny. To nie jest prawo, to szczyt głupoty wybrańców ludu wyrażony w ustawie.
Stąd ta nasza zagmatwana rzeczywistość. Zbrodniarz mordujący z premedytacją, bywa nawet wypuszczany z więzienia na przepustki. W tym czasie dokonuje dalszych gwałtów i morderstw. Potem odpowiednie służby bawią się w jego poszukiwanie, a cały naród musi pokrywać koszty tej bezmyślności.

Spróbujmy zastanowić się nad takim przykładem. Młody mężczyzna zostaje wcielony do wojska. Służenie ojczyźnie i obrona narodu w razie zagrożenia, do oddania życia włącznie, to jego święty obowiązek, a zarazem zaszczyt. Jest do tego odpowiednio szkolony. Za dobrą służbę w czasie jej trwania może otrzymywać przepustki i urlopy. Na wyżywienie żołnierza ustalana jest określona stawka dzienna.
A teraz inny przykład. Każdy przestępca, który złamał prawo lub będący nawet mordercą, zostaje złapany, osądzony i osadzony w więzieniu. Według tego, co pokazują media, siedzi w celi, ogląda telewizję, może nawet studiować. Też jak żołnierz, za dobre sprawowanie otrzymuje przepustki, podczas których dokonuje dalszych przestępstw. O zgrozo! Odsiaduje karę za przestępstwo i otrzymuje przepustki, tak samo jak żołnierz za dobre sprawowanie. Jak się to wszystko ma do siebie, szczególnie gdy porównamy wojsko z więzieniem i rolę, jaką ma spełniać każda z tych instytucji? Stawkę żywieniową więzień ma czasem nawet wyższą od stawki żołnierza. (Tak przynajmniej podają media). Wszystko to odbywa się pod czujnym okiem obrońców praw człowieka.

Dlaczego więzień nie pracuje, nie zarabia na pokrycie kosztów jego pobytu w więzieniu, nie zarabia na utrzymanie swojej rodziny, dlaczego nie zarabia na zadośćuczynienie dla ludzi przez niego pokrzywdzonych? Obrońcy istniejącego stanu powiedzą, że nie ma dla więźniów pracy, bo jest w kraju bezrobocie. Wśród innych pokutują jeszcze hasła socjalistyczne, że „pracą nie można nikogo karać, bo praca jest zaszczytem”. To już nic innego, jak tylko szczyt głupoty i hipokryzji. Praca może być jednym i drugim, ale nie każda praca, nie dla wszystkich i nie w każdych warunkach. Są również ludzie, dla których praca jest nawet hańbą. Oni wolą żyć na koszt społeczeństwa.
A może to między innymi dlatego jest bezrobocie, bo takie mamy prawo, takie mamy wychowanie, takie mamy sposoby rządzenia. W takim razie w czasie, gdy jest bezrobocie, kiedy miliony porządnych ludzi nie mogą pracować, aby utrzymać swoje rodziny, to w imię czego podatnicy i całe społeczeństwo musi dodatkowo utrzymywać zbrodniarza osadzonego na dożywocie, którego zresztą po 20 latach zwalniają warunkowo i on po wyjściu dalej robi to samo za co był osadzony.

Czy utrzymywanie zbrodniarza jest ważniejsze od stworzenia warunków do pracy i życia dla porządnych i uczciwych obywateli? Miliony ludzi są w stanie ciągłego stresu w obawie o własne mienie i życie. Ale obrońcy praw człowieka tego nie widzą, oni z uporem bronią złodziei, bandytów i zbrodniarzy, aby się im nie daj Boże nie stała krzywda. Bo jak inaczej można interpretować zniesienie kary śmierci, wyposażanie cel więziennych w telewizory, wydawanie więźniom przepustek, utworzenie w więzieniach izb intymnych spotkań i podobnych udogodnień? Stawiane tutaj pytania są w zasadzie chyba zbyteczne. Wszystko wynika z istniejącego prawa, a prawo mamy takie, na jakie zasługujemy.
Nieletni przestępcy

Istniejący system prawny i wymiar sprawiedliwości mają pośredni wpływ na efekty systemu wychowawczego młodzieży. O tym świadczą fakty. Ostatnio coraz częściej w mediach przewija się zagadnienie tworzących się band podrostków znęcających się nad innymi podrostkami. Ponieważ są niepełnoletni nie można ich zamykać, poza tym więzienia są przepełnione, a w przypadku osadzenia w nich małolatów, oni jeszcze bardziej się zdemoralizują. Jest na to sposób, ale należy zmienić ustawodawstwo wzorując się na Piśmie Świętym.
To zrozumiałe, że każdy człowiek na „biblijne prawo i sprawiedliwość” ma prawo mieć swój własny punkt widzenia. Z jednej strony mamy przykazanie „nie zabijaj”, natomiast z drugiej strony mamy przykład, że Bóg też zabijał, bo taka była wyższa konieczność. Tak mówi o tym Biblia. Dlatego jeszcze raz zacytuję ten werset.
Rdz 9:6
„[Jeśli] kto przeleje krew ludzką, przez ludzi ma być przelana krew jego, bo człowiek został stworzony na obraz Boga”. (BT)

Zatem zabójstwo powinno być karane śmiercią, jak również recydywiści z najcięższymi przestępstwami, jako nie nadający się do życia w społeczeństwie, też powinni być tak karani. Dla mniejszych przewinień powinna być stosowana odpowiednio ciężka praca, celem pokrycia kosztów utrzymania w więzieniu i utrzymania rodziny. Tymczasem jest ogólnie źle, bo dotychczasowe prawo twierdzi, że nie wolno karać nawet pracą, uzasadniając tym, że praca jest zaszczytem.
Natomiast jeśli chodzi o młodzież znęcającą się fizycznie, to wystarczy zastosować karę dostosowaną do wielkości przewinienia, więc należy ją karać podobnie. Jeśli żadne wcześniej stosowane metody nie pomagają to należy zastosować odpowiednią liczbę batów na gołą dupę. To będzie sprawiedliwe i zgodne nawet z prawem Bożym.